IMAGINY ! ;3

Louis- Harry, widziałem Cię w telewizji!
Harry- Serio? O mój boże! Na jakim kanale?
Louis- Na Animal Planet ;D


czwartek, 6 marca 2014

2 imaginy :)

No to macie tutaj Zayn'a i ... no i Zayn'a xd


>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<



1.Niedługo koniec roku szkolnego. Masz wszystko zaliczone na 4 i 5. Zero poprawek, dlatego też nic nie robisz już w szkole. Chodzisz, aby spotkać się z przyjaciółmi. Po męczącej matmie, wyczerpującym wfie i nudnej lekcji polskiego przyszedł czas na WOS. Rozmawialiście o grupach społecznościowych, fundacjach i wolontariuszach, którzy pomagają biednym, niepełnosprawnym, chorym lub po prostu osobom potrzebującym ciepła rodzinnego. Bardzo Cię to zaciekawiło. Nie miałaś planów dotyczących wakacji, dlatego zastanawiałaś się nad zapisaniem od takiej fundacji czy zostanie wolontariuszką. Po wciągającej lekcji WOSu zostałaś na przerwie porozmawiać z nauczycielką. Zadałaś kobiecie mnóstwo pytań, na które z przyjemnością Ci odpowiedziała. Widziała jak bardzo Cię to poruszyło i że chcesz pomóc tym chorym osobom. Zaprosiła Cię na spotkanie z wolontariuszami. Ucieszyłaś się :) Pożegnałaś się z nauczycielką i pomaszerowałaś na dalsze lekcje. Bujałaś w obłokach, kompletnie nie kontaktowałaś, nie miałaś pojęcia co dzieje się na lekcji. Nie mogłaś doczekać się spotkania z ludźmi, którzy pomagają bezinteresownie. Po wszystkich lekcjach ruszyłaś do domu. Zjadłaś obiad, przebrałaś się, spakowałaś notes i długopis po czym ruszyłas na spotkanie. Odbyło się ono w miejscowym szpitalu niedaleko Twojego domu. Weszłaś do szpitalnej świetlicy, gdzie czekała na Ciebie nauczycielka WOSu. Przywitałaś się z nią, chwile porozmawiałyście i rozpoczęło się spotkanie. Byłaś zachwycona, tym co robią ci ludzie dla maluchów, znajdujących się w tym szpitalu. Bez zachania wpisałaś się na listę początkujących wolontariuszy. Pani od WOSu była z Ciebie dumna i nawet załatwiła Ci pierwszą chorą dziewczynkę pod opiekę. Troszkę zdenerwowana nowym wyzwaniem zgodziłaś się zajmować małą. Miała na imię Bella. Słodka 5-latka chorowała na ciężką chorobę - białaczkę. To był początek choroby, dlatego lekarze wierzyli, że uda im się uzdrowić małą. Dziewczynka bardzo Cię polubiła. Zadawała dużo pytań dotyczących Twojego życia prywatnego, ale na każde z przyjemnością jej odpowiedziałaś. Po 5 tygodniach miałaś wrażenie, że Bella jest Twoją młodszą siostrą. Chodziłaś do niej codziennie i bawiłaś się z nią na szpitalnej świetlicy. Kupywałaś jej zabawki, kolorowanki i kolorowe książeczki o księżniczkach, które uwielbiała. Byłyście bardzo zrzyte ze sobą. Każdą wolną chwilę poświęcałaś tej małej królewnie. Któregoś dnia Bella wybłagała u Ciebie spacer po parku niedaleko szpitala. Za zgodą lekarza i pielęgniarki wyszłyście przed budynek. Mała musiała jeździć na wózku, więc posadziłaś ją na krzesełku i ruszyłyście w stronę parku. Widząc jej uśmiech na twarzy i radość jaką strawiał jej widok zwierząt biegających po uliczkach, sama byłaś szczęśliwa. Dziewczynka poprosiła Cię o loda, więc zatrzymałyście się przy budce. Przed wami stał wysoki, ciemnowłosy chłopak. "[T.I] patrz! To przecież Zayn Malik z One Direction!" - krzyknęła Bella. "Kochanie co Ty mówisz.." - uśmiechnęłaś się. Chłopak odwócił się i słodko  do Ciebie uśmiechnął. Zamarłaś. "O rany.. To na prawdę Malik.." - szepnęłaś do dziewczynki. Zayn wszystko słyszał i tylko uśmiechał się do siebie. Właśnie przyszła jego kolej. "Dzień dobry, poproszę trzy duże lody" - powiedział do sprzedawczyni. Kobieta podała mu zamówienie. Chłopak zapłacił i dał dość spory napiwek. Spojrzał na Ciebie. "Proszę." - uśmiechnął się i wręczył Ci dużego kręconego loda. "A-a-a.. ale.." - nie mogłaś się wysłowić. "No proszę weź." - rzucił chłopak. "Dziękuję.." - odpowiedziałaś lekko zaczerwnieniona. "Proszę, a ten jest na Ciebie królewno." - przykucnął i wręczył Belli loda z uśmiechem na ustach. "Dziękuję." - powiedziała szczęśliwa dziewczynka. "A gdzie się panie wybierają, jeśli można widzieć?" - zapytał i spojrzał na Ciebie. "Wyszłyśmy na spacer." - powiedziałaś. Kompletnie nie wiedziałaś jak masz z nim rozmawiać.. W końcu był gwiazdą.. "Nie macie nic przeciwko jeśli się z wami przejdę?"- zapytał. "Proszę, pozwól mu..." - powiedziała z nadzieją dziewczynka. "No dobrze.." - zgodziłaś się, chociaż wcale nie miałaś ochoty na spacer z Malikiem, zrobiłaś to dla Belli, wiedziałaś, że uwielbiała chłopców z One Direction. Niezręczne rozmowy z Zaynem były dla Ciebie trudne, ale starałaś się wytrzymać. Powiedział Ci, że również z chłopakami z One Direction zajmują się dzieciakami z tego szpitala. Bawią się z nimi, śpiewają im, czytają książki i malują. Prawdę mówiąc nie wierzyłaś mu. Jak gwazda taka jak on może zajmować się chorymi dziećmi? Bellą opiekowałaś się już ponad miesiąca, a jeszcze ani razu nie spotkałaś tam chłopców. "Jest już późno, powinnyśmy wacać do szpitala." - powiedziałaś do Belli. "Przepraszam Zayn, musimy iść. Miło mi było Cię poznać." - dodałaś. Chłopak zaproponował wam odprowadzenie, ale nie zgodziłaś się. Czuł, że go nie lubisz.. Jednak nie obchodziło Cię to. Najważniejsza była dla Ciebie Bella i jej zdrowie. Wróciłyście do szpitala. Dziewczynka zjadła kolację, wykąpałaś ją, przebrałaś w piżamki i zasnęła w swoim łóżeczku. Gdy wróciłaś do siebie do domu, cały czas myślałaś o Zaynie. Nie wierzyłaś, że takie gwiazdy jak One Direction może interesować los małych dzieci. Zasnęłaś z tą myślą..
Następnego dnia szybko się ogarnęłaś i pobiegłaś do szpitala, żeby być jak obudzi się Bella. Wchodząc do jej sali, tuż przed drzwiami usłyszałaś, że z kimś rozmawia, więc nie jest sama.. Uchyliłaś drzwi. Na krzesełku obok małej siedział Zayn. "Zobacz kto mnie odwiedził!" - krzyknęła szczęśliwa jak nigdy Bella. "Widzę kochanie." - powiedziałaś i pocałowałaś dziewczynę w czółko na przywitanie. "Cześć Zayn." - dodałaś między zębami. "Hejj, a ja nie dostanę buziaka?" - zapytał z  uśmiechem. "Taak! Daj mu buziii"- krzyknęła dziewczynka. Speszyłaś się, ale podeszłaś do chłopaka i cmoknęłaś go w policzek. "Dziękuję" - powiedział zapowolony. "Jadłaś już śniadanie?" - rzuciłaś szybk do małej. "Jadłam. Zayn ze mną poszedł." - odpowiedziała. " I zobacz co mi kupił!"- dodała pokazując nową laklę wróżkę. "Śliczna, podziękowałaś mu?" - powiedziałaś zdenerwowana. "Takk. Nawet dałam mu buziaka!"- krzyknęła z promiennym uśmiechem. "Zayn pogadajmy.." - spojrzałaś na niego i wyszłaś na korytarz. Chłopak wstał i poszedł za Tobą. "Nie przychodź więcej, tylko o tyle Cię proszę." - powiedziałaś cicho. "Ale dlaczego? Ta mała jest cudowna.." - powiedział i kątem oka spojrzał na dziewczynkę. "Nie rób jej nadzieji proszę.. Ona już cierpi. Jest chora, nie ma praktycznie żadnych szans, aby wyzdrowiała." - powiedziałaś. "Wyzdrowieje, zobaczysz. Ja jej nie daję nadzieji, po prostu widzę, jak wiele radości sprawia jej wspólne ubieranie lalek, czy rysowanie. Ona wtedy zapomina o chorobie.." - rzekł chłopak i wszedł do sali Belli. Myślałaś nad tym co Ci powiedział. Nie wiedziałaś, że gwiazda taka jak on na prawdę myśli o losie chorych dzieci i się tym przejmuje. Spojrzałaś na zegarek. Była 10.00 - czas na lekarstwa. Poszłaś do pielęgniarki i wzięłaś porcję leków na małej. Wróciłaś na salę. Właśnie rysowali ogromne serduszko. Uśmiechnęłaś się na ich widok. Wyglądali jak tatuś z córeczką. Łza zakręciła Ci się w oku. "Belluś lekarstwa." - powiedziałaś i podałaś dziewczynce kubeczek z wodą i leki. Szybko połknęła lekarstwa i wróciła do malowania. Odstawiłaś kubek na szafkę i patrzyłaś na małą. Podszedl do Ciebie Zayn, tylko nic nie mówił. Spojrzałaś na niego. "Przepraszam.. nie powinnam tak na Ciebie naskakiwać. Jestem z nią bardzo wiązana.. Nie poradziłabym sobie z jej utratą.." - szepnęłaś do chłopaka. "Zdaję sobie z tego sprawę. Chciałem Cię odciążyć. Wiem od pielęgniarki, że siedzisz tu przez cały czas. Czasami nawet śpisz z małą. Kiedyś też zajmowałem się taką małą dziewczynką, po kilku tygodniach wyzdrowiała i zabrała ją rodzina zastępcza, nie umiałem sobie z tym poradzić.. Strasznie tęskniłem. A ta mała, jest na prawdę prawdziwym aniołkiem.." - zakręciła mu się łza w oku, ale uśmiechał się. "Jeszcze raz bardzo Cię przepraszam." - rzekłaś. "Nie masz za co, na prawdę. Nic się nie stało.."- odparł chłopak z uśmiechem. Cały dzień spędziliście we trójkę. Zayn odwiedział Bellę każdego dnia..
W połowie lipca przyszłaś zadowolona do szpitala z nową maskotką dla Belli. Idąc korytarzem spotkałaś pielęgniarkę. "Dzień dobry" - powiedziałaś z zadowoloną miną. "Dzień dobry, pani do Belli prawda?" - zapytała. "Tak do Belli." - uśmiechnęłaś się. "Niech pani idzie do jej lekarza.. Wszystko pani wytłumaczy." - odpowiedziała ze smutkiem w głosie i poszła dalej. Przeraziłaś się. Szybko pobiegłaś do gabinetu lekarza. "Doktorze co z Bellą?!" - zapytałaś zsapana.  "Przykro mi, ale.. Bella w nocy.." - nie miał serca żeby dokończyć. "Coo z nią ?!" - krzyknęłaś. "Ona zmarła.." - dokończył. Opadłaś na ścianę gabinetu. Zsunęłaś się na podłogę. "Nie, nie, nie, nie... przecież to nie może być prawda" - szepnęłaś. Łza jedna po drugiej spływała po Twoich policzkach. "Proszę nie tylko nie Bella.." - szepnęłaś znowu. Nie mogłaś uwierzyć. Lekarz pomógł Ci wstać i usiadłaś na krzesełku przed gabinetem. "Boże nie.. Ja się z nią nawet nie pożegnałam.." - płakałaś coraz bardziej. Z kieszeni wysunął Ci się telefon. Przypomniałaś sobie, że musisz powiedzieć to Zaynowi. Wybrałaś jego numer i drżącą dłonią przysunęłaś telefon do twarzy. "Zayn, przyjedź, błagam.." - powiedziałaś. Chłopak od razu zjawił się w szpitalu. Podbiegł do Ciebie. "Co się stało ?! Gdzie Bella?! " - zapytał e łzami w oczach, domyślając się co się stało. Rzuciłaś się mu w ramiona. "Zayn.. Ona odeszła." - płakałaś. Chłopak mocno Cię przytulił. "Ciii. Nie płacz już." - szepnął muskając dłonią Twoje włosy. "To kiedyś musiało się stać.." - dodał. "Wiem, ale nie teraz.. Ja ją tak bardzo pokochałam.." - szepnęłaś próbując zatrzymać płacz. "Jesteś silna, dasz radę, nie płacz." - rzekł cały czas trzymając Cię w swoich ramionach. "Dziękuję, że jesteś.." - szepnęłaś. "Nie dziękuj." - pocałował Cię w czoło."Tak wiele jej zawdzięczam, kocham ją całym sercem i nigdy o niej nie zapomnę.." - powiedziałaś. "Nie dałabym rady bez Ciebie. Dziękuję za Twoją obecność." - dodałaś szeptem tuląc się do jego klatki piersiowej. "Będę zawsze.." - powiedział i pocałował Cię w usta.






2.Ostatnia lekcja.. Siedziałam na matmie i gapiłam się w sufit. Myślałam o tym, aby jak najszybciej wyjść stamtąd i znowu ujrzeć Malika, który zawsze czekał na mnie przed szkołą po lekcjach. Każda minuta ciągnęła się w nieskończoność.. Nauczycielka ciągle zwracała mi uwagę, bo niby nic nie robię, tylko myślę o niebieskich migdałach. Nawet nie chciało mi się jej tłumaczyć co mi jest, bo i tak nic by nie zrozumiała.. Czy ona w ogóle kiedykolwiek była zakochana? Właściwie babka była mi totalnie obojętna, tak samo jak i ta cała lekcja. Chciałam tylko wyjść i zobaczyć się z Zaynem. Wszystko zaczęło mnie wkurzać. Nawet tykanie zegara stało się irytujące. Po chwili usłyszałam denerwujący sygnał karetki. Położyłam się na ławce i modliłam się o święty spokój do końca lekcji. Jednak do naszej klasy wpadła spanikowana dyrektorka. "II F?!"- wrzesnęła. "Takkk.." - odpowiedzieli zgodnym chórkiem, jednak bez mojego udziału. "[twoje imię i nazwisko] szybko, chodź!" - wywołała mnie. "Ale co się stało?" - zapytałam. Muszę przyznać, że mnie to nie obchodziło, chciałam żeby dała mi święty spokój. "Zayn Malik? Znasz go prawda?" - próbowała opanować emocje. "Oczywiście, że tak." - nagle doznałam jakiegoś olśnienia. O co jej babie chodziło? "Szybko!" - pociągnęła mnie w stronę głównego wyjścia  szkoły. "Może mi pani wytłumaczyć o co chodzi?" - zapytałam w miarę grzecznie. Nie odpowiedziała mi nic. Wyszłyśmy przed budynek i.. Zamarłam. "Zayn!" - rzuciłam się w stronę krwawiącego chłopaka, który leżał przy  szkolnym parkingu. "Rany Zayn! Co Ci jest?!" - złapałam go za rękę. Dłonie zaczęły mi się trząść, a do oczu napłynęły łzy. "Zayn, proszę Cię, odezwij się do cholery!" - wybuchłam okropnym płaczem łapiąc go za policzki. "Zayn.. nie rób mi tego.." - klęczałam przy nim, a reszta patrzyła się na to wszystko. Jedynie pomoc medyczna opatrywała mu rany. "Czy.. czy on będzie żył?" - zapytałam jednego z lekarzy drżącym, rozpaczliwym głosem. "Niech się pani uspokoi. Zrobimy wszystko co w naszej mocy." - powiedział i wskazał dłonią abym się odsunęła. Odeszłam krok w tył. Zapłakana.. zmęczona. W ramiona wzięła mnie dyrektorka. "Wszystko będzie dobrze, chodźmy zawiozę Cię do szpitala.." - zaproponowała i zabrała mnie do auta. Karetka z Malikiem odjechała na sygnale.. Bałam się, okropnie się bałam.. Po chwili byłam już w szpitalu. Siedziałam przy nim i trzymałam jego zimną dłoń. Dyrektorka stała tuż za mną.. "Co  się w ogóle stało?" - szepnęłam resztkami sił. "Policja ogląda nagrania z monitoringu szkoły. Prawdopodobnie, ktoś go pobił.." - powiedziała ciepłym głosem. "Nie wierzę.." - mówiłam sama do siebie. "Zostawię was samych, trzymaj się kochanie. Zapewne nie będziesz w stanie przychodzić na zajęcia, więc usprawiedliwię Ci wszystkie nieobecne godziny. Rodziców też poinformuje o tym co się stało. Nie martw się." - przytuliła mnie i udała się w stronę drzwi. "Dziękuję pani.." - szepnęłam i przytuliłam się do dłoni Malika. Siedziałam przy nim cały dzień i całą noc..
Rano przyszedł lekarz i zabrał go na jakąs poważną operację, od której właściwie wszystko zależało.. Położyłam się, więc na kanapie stojącej w sali i pod jego nieobecność próbowałam zasnąć, odpocząć od tego choć na chwilę. Nie mogłam jednak znaleźć miejsca dla siebie. Kręciłam się, mamrotałam coś sobie pod nosem, było mi na prawdę ciężko. W myślach cały czas miałam Zayna i jego wypadek. Nie miałam pojęcia co się stało ani jaki jest stan jego zdrowia, bo lekarz nic nie chciał mi powiedzieć. Nie miałam sił już na nic, nie jadłam, nie piłam, nie spałam.. Siedziałam i płakałam..
"Przepraszam, wszystko z panią w porządku?" - wyrwał mnie z zamyślenia głos pielęgniarki. "Tak, wszystko w porządku, dziękuję" - odwróciłam się w jej stronę i otarłam łzy z policzka. "Niech się pani nie martwi, wszystko będzie dobrze." - usiadła obok mnie i czule dotknęła mojego ramienia. "Myśli pani, że on z tego wyjdzie?" - spojrzałam na nią błagalnym spojrzeniem. "Na razie nie jest z nim najlepiej, ale trzeba być dobrej myśli. Często mamy pacjentów z podobnymi urazami jak pan Malik. Większość z nich wychodzi z tegocało. Trzeba cierpliwości i czasu." - tłumaczyła. "Tylko on jest nieprzytomny, ma okropne rany.. Przestaje wierzyć, że wszystko będzie z nim w porządku." - rozpłakałam się i schowałam twarz w dłoniach. "Niech się pani położy, odpocznie, operacja bedzie trwała dość długo." - wstała z kanapy. "Niech się pani nie martwi." - uśmiechnęła się i wyszła z sali. Położyłam się i zamknęłam oczy. Przed moim oczyma znów stanął Zayn i wszystkie najpiękniejsze chwile spędzone z nim sam na sam..

Minęło kilka godzin.. Leżałam i czekałam na znak, że operacja się skończyła. Po chwili do sali przyszedł lekarz, jednak.. bez Zayna. Wtedy poczułam coś okropnego, coś.. jakby kula trafiła prosto w moje serce. Przyszedł moment, którego nigdy w życiu nie doświadczyłam, nie miałam pojęcia jak zareaguje. Nie miałam pojęcia, że coś takiego spotka właśnie mnie. Na widok doktora poderwałam się z kanapy. Wiedziałam jakie informacje ma mi do przekazania.. "Pani.. " - zaczął. "Wiem, niech pan nic nie mówi. Wiem co się stało, czuję brak Zayna." - przerwałam mu, po czym wybuchłam ogromnym płaczem. "Przykro mi.." - szepnął i podszedł do mnie. "Mogę.. mogę zobaczyć go po raz ostatni?" - wyłam jak małe dziecko. "Oczywiście." - zgodził się lekarz i zaprowadził mnie na salę, gdzie leżał martwy Malik. Weszłam do środka. Wyglądał normalnie, jakby spał.. Poczułam się jakby stał przy mnie, niewidzialny. Dotykał mnie, całował.. Jednak leżał, nie poruszał się, nie oddychał. Był  martwy. "Zay.." - podeszłam do niego i dotknęłam jego już chłodnej dłoni. "Zayn kotku, ja i tak Cię kocham, będziemy razem, już niedługo." - nachyliłam sie i pocałowałam jego delikatnie sine usta. "Nie zostawię Cię samego, obiecuje." - pocałowałam go po raz ostatni i wybiegłam zapłakana z sali prosto na pobliski most..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz