>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
1.Niedługo koniec roku szkolnego. Masz wszystko zaliczone na 4
i 5. Zero poprawek, dlatego też nic nie robisz już w szkole. Chodzisz, aby
spotkać się z przyjaciółmi. Po męczącej matmie, wyczerpującym wfie i nudnej
lekcji polskiego przyszedł czas na WOS. Rozmawialiście o grupach
społecznościowych, fundacjach i wolontariuszach, którzy pomagają biednym,
niepełnosprawnym, chorym lub po prostu osobom potrzebującym ciepła rodzinnego.
Bardzo Cię to zaciekawiło. Nie miałaś planów dotyczących wakacji, dlatego
zastanawiałaś się nad zapisaniem od takiej fundacji czy zostanie
wolontariuszką. Po wciągającej lekcji WOSu zostałaś na przerwie porozmawiać z
nauczycielką. Zadałaś kobiecie mnóstwo pytań, na które z przyjemnością Ci
odpowiedziała. Widziała jak bardzo Cię to poruszyło i że chcesz pomóc tym
chorym osobom. Zaprosiła Cię na spotkanie z wolontariuszami. Ucieszyłaś się :)
Pożegnałaś się z nauczycielką i pomaszerowałaś na dalsze lekcje. Bujałaś w
obłokach, kompletnie nie kontaktowałaś, nie miałaś pojęcia co dzieje się na
lekcji. Nie mogłaś doczekać się spotkania z ludźmi, którzy pomagają
bezinteresownie. Po wszystkich lekcjach ruszyłaś do domu. Zjadłaś obiad,
przebrałaś się, spakowałaś notes i długopis po czym ruszyłas na spotkanie.
Odbyło się ono w miejscowym szpitalu niedaleko Twojego domu. Weszłaś do
szpitalnej świetlicy, gdzie czekała na Ciebie nauczycielka WOSu. Przywitałaś
się z nią, chwile porozmawiałyście i rozpoczęło się spotkanie. Byłaś
zachwycona, tym co robią ci ludzie dla maluchów, znajdujących się w tym
szpitalu. Bez zachania wpisałaś się na listę początkujących wolontariuszy. Pani
od WOSu była z Ciebie dumna i nawet załatwiła Ci pierwszą chorą dziewczynkę pod
opiekę. Troszkę zdenerwowana nowym wyzwaniem zgodziłaś się zajmować małą. Miała
na imię Bella. Słodka 5-latka chorowała na ciężką chorobę - białaczkę. To był
początek choroby, dlatego lekarze wierzyli, że uda im się uzdrowić małą.
Dziewczynka bardzo Cię polubiła. Zadawała dużo pytań dotyczących Twojego życia
prywatnego, ale na każde z przyjemnością jej odpowiedziałaś. Po 5 tygodniach
miałaś wrażenie, że Bella jest Twoją młodszą siostrą. Chodziłaś do niej
codziennie i bawiłaś się z nią na szpitalnej świetlicy. Kupywałaś jej zabawki,
kolorowanki i kolorowe książeczki o księżniczkach, które uwielbiała. Byłyście
bardzo zrzyte ze sobą. Każdą wolną chwilę poświęcałaś tej małej królewnie.
Któregoś dnia Bella wybłagała u Ciebie spacer po parku niedaleko szpitala. Za
zgodą lekarza i pielęgniarki wyszłyście przed budynek. Mała musiała jeździć na
wózku, więc posadziłaś ją na krzesełku i ruszyłyście w stronę parku. Widząc jej
uśmiech na twarzy i radość jaką strawiał jej widok zwierząt biegających po
uliczkach, sama byłaś szczęśliwa. Dziewczynka poprosiła Cię o loda, więc
zatrzymałyście się przy budce. Przed wami stał wysoki, ciemnowłosy chłopak.
"[T.I] patrz! To przecież Zayn Malik z One Direction!" - krzyknęła
Bella. "Kochanie co Ty mówisz.." - uśmiechnęłaś się. Chłopak odwócił
się i słodko do Ciebie uśmiechnął.
Zamarłaś. "O rany.. To na prawdę Malik.." - szepnęłaś do dziewczynki.
Zayn wszystko słyszał i tylko uśmiechał się do siebie. Właśnie przyszła jego
kolej. "Dzień dobry, poproszę trzy duże lody" - powiedział do
sprzedawczyni. Kobieta podała mu zamówienie. Chłopak zapłacił i dał dość spory
napiwek. Spojrzał na Ciebie. "Proszę." - uśmiechnął się i wręczył Ci
dużego kręconego loda. "A-a-a.. ale.." - nie mogłaś się wysłowić.
"No proszę weź." - rzucił chłopak. "Dziękuję.." -
odpowiedziałaś lekko zaczerwnieniona. "Proszę, a ten jest na Ciebie
królewno." - przykucnął i wręczył Belli loda z uśmiechem na ustach.
"Dziękuję." - powiedziała szczęśliwa dziewczynka. "A gdzie się
panie wybierają, jeśli można widzieć?" - zapytał i spojrzał na Ciebie.
"Wyszłyśmy na spacer." - powiedziałaś. Kompletnie nie wiedziałaś jak masz
z nim rozmawiać.. W końcu był gwiazdą.. "Nie macie nic przeciwko jeśli się
z wami przejdę?"- zapytał. "Proszę, pozwól mu..." - powiedziała
z nadzieją dziewczynka. "No dobrze.." - zgodziłaś się, chociaż wcale
nie miałaś ochoty na spacer z Malikiem, zrobiłaś to dla Belli, wiedziałaś, że
uwielbiała chłopców z One Direction. Niezręczne rozmowy z Zaynem były dla
Ciebie trudne, ale starałaś się wytrzymać. Powiedział Ci, że również z
chłopakami z One Direction zajmują się dzieciakami z tego szpitala. Bawią się z
nimi, śpiewają im, czytają książki i malują. Prawdę mówiąc nie wierzyłaś mu.
Jak gwazda taka jak on może zajmować się chorymi dziećmi? Bellą opiekowałaś się
już ponad miesiąca, a jeszcze ani razu nie spotkałaś tam chłopców. "Jest
już późno, powinnyśmy wacać do szpitala." - powiedziałaś do Belli.
"Przepraszam Zayn, musimy iść. Miło mi było Cię poznać." - dodałaś.
Chłopak zaproponował wam odprowadzenie, ale nie zgodziłaś się. Czuł, że go nie
lubisz.. Jednak nie obchodziło Cię to. Najważniejsza była dla Ciebie Bella i
jej zdrowie. Wróciłyście do szpitala. Dziewczynka zjadła kolację, wykąpałaś ją,
przebrałaś w piżamki i zasnęła w swoim łóżeczku. Gdy wróciłaś do siebie do
domu, cały czas myślałaś o Zaynie. Nie wierzyłaś, że takie gwiazdy jak One
Direction może interesować los małych dzieci. Zasnęłaś z tą myślą..
Następnego dnia szybko się ogarnęłaś i pobiegłaś do szpitala,
żeby być jak obudzi się Bella. Wchodząc do jej sali, tuż przed drzwiami
usłyszałaś, że z kimś rozmawia, więc nie jest sama.. Uchyliłaś drzwi. Na
krzesełku obok małej siedział Zayn. "Zobacz kto mnie odwiedził!" -
krzyknęła szczęśliwa jak nigdy Bella. "Widzę kochanie." -
powiedziałaś i pocałowałaś dziewczynę w czółko na przywitanie. "Cześć
Zayn." - dodałaś między zębami. "Hejj, a ja nie dostanę
buziaka?" - zapytał z uśmiechem.
"Taak! Daj mu buziii"- krzyknęła dziewczynka. Speszyłaś się, ale
podeszłaś do chłopaka i cmoknęłaś go w policzek. "Dziękuję" -
powiedział zapowolony. "Jadłaś już śniadanie?" - rzuciłaś szybk do
małej. "Jadłam. Zayn ze mną poszedł." - odpowiedziała. " I zobacz
co mi kupił!"- dodała pokazując nową laklę wróżkę. "Śliczna,
podziękowałaś mu?" - powiedziałaś zdenerwowana. "Takk. Nawet dałam mu
buziaka!"- krzyknęła z promiennym uśmiechem. "Zayn pogadajmy.."
- spojrzałaś na niego i wyszłaś na korytarz. Chłopak wstał i poszedł za Tobą.
"Nie przychodź więcej, tylko o tyle Cię proszę." - powiedziałaś
cicho. "Ale dlaczego? Ta mała jest cudowna.." - powiedział i kątem
oka spojrzał na dziewczynkę. "Nie rób jej nadzieji proszę.. Ona już cierpi.
Jest chora, nie ma praktycznie żadnych szans, aby wyzdrowiała." -
powiedziałaś. "Wyzdrowieje, zobaczysz. Ja jej nie daję nadzieji, po prostu
widzę, jak wiele radości sprawia jej wspólne ubieranie lalek, czy rysowanie.
Ona wtedy zapomina o chorobie.." - rzekł chłopak i wszedł do sali Belli.
Myślałaś nad tym co Ci powiedział. Nie wiedziałaś, że gwiazda taka jak on na
prawdę myśli o losie chorych dzieci i się tym przejmuje. Spojrzałaś na zegarek.
Była 10.00 - czas na lekarstwa. Poszłaś do pielęgniarki i wzięłaś porcję leków
na małej. Wróciłaś na salę. Właśnie rysowali ogromne serduszko. Uśmiechnęłaś
się na ich widok. Wyglądali jak tatuś z córeczką. Łza zakręciła Ci się w oku.
"Belluś lekarstwa." - powiedziałaś i podałaś dziewczynce kubeczek z
wodą i leki. Szybko połknęła lekarstwa i wróciła do malowania. Odstawiłaś kubek
na szafkę i patrzyłaś na małą. Podszedl do Ciebie Zayn, tylko nic nie mówił.
Spojrzałaś na niego. "Przepraszam.. nie powinnam tak na Ciebie naskakiwać.
Jestem z nią bardzo wiązana.. Nie poradziłabym sobie z jej utratą.." -
szepnęłaś do chłopaka. "Zdaję sobie z tego sprawę. Chciałem Cię odciążyć.
Wiem od pielęgniarki, że siedzisz tu przez cały czas. Czasami nawet śpisz z
małą. Kiedyś też zajmowałem się taką małą dziewczynką, po kilku tygodniach
wyzdrowiała i zabrała ją rodzina zastępcza, nie umiałem sobie z tym poradzić..
Strasznie tęskniłem. A ta mała, jest na prawdę prawdziwym aniołkiem.." -
zakręciła mu się łza w oku, ale uśmiechał się. "Jeszcze raz bardzo Cię
przepraszam." - rzekłaś. "Nie masz za co, na prawdę. Nic się nie
stało.."- odparł chłopak z uśmiechem. Cały dzień spędziliście we trójkę.
Zayn odwiedział Bellę każdego dnia..
W połowie lipca przyszłaś zadowolona do szpitala z nową
maskotką dla Belli. Idąc korytarzem spotkałaś pielęgniarkę. "Dzień
dobry" - powiedziałaś z zadowoloną miną. "Dzień dobry, pani do Belli
prawda?" - zapytała. "Tak do Belli." - uśmiechnęłaś się.
"Niech pani idzie do jej lekarza.. Wszystko pani wytłumaczy." -
odpowiedziała ze smutkiem w głosie i poszła dalej. Przeraziłaś się. Szybko
pobiegłaś do gabinetu lekarza. "Doktorze co z Bellą?!" - zapytałaś
zsapana. "Przykro mi, ale.. Bella w
nocy.." - nie miał serca żeby dokończyć. "Coo z nią ?!" -
krzyknęłaś. "Ona zmarła.." - dokończył. Opadłaś na ścianę gabinetu.
Zsunęłaś się na podłogę. "Nie, nie, nie, nie... przecież to nie może być
prawda" - szepnęłaś. Łza jedna po drugiej spływała po Twoich policzkach.
"Proszę nie tylko nie Bella.." - szepnęłaś znowu. Nie mogłaś
uwierzyć. Lekarz pomógł Ci wstać i usiadłaś na krzesełku przed gabinetem.
"Boże nie.. Ja się z nią nawet nie pożegnałam.." - płakałaś coraz
bardziej. Z kieszeni wysunął Ci się telefon. Przypomniałaś sobie, że musisz
powiedzieć to Zaynowi. Wybrałaś jego numer i drżącą dłonią przysunęłaś telefon
do twarzy. "Zayn, przyjedź, błagam.." - powiedziałaś. Chłopak od razu
zjawił się w szpitalu. Podbiegł do Ciebie. "Co się stało ?! Gdzie Bella?!
" - zapytał e łzami w oczach, domyślając się co się stało. Rzuciłaś się mu
w ramiona. "Zayn.. Ona odeszła." - płakałaś. Chłopak mocno Cię
przytulił. "Ciii. Nie płacz już." - szepnął muskając dłonią Twoje
włosy. "To kiedyś musiało się stać.." - dodał. "Wiem, ale nie
teraz.. Ja ją tak bardzo pokochałam.." - szepnęłaś próbując zatrzymać
płacz. "Jesteś silna, dasz radę, nie płacz." - rzekł cały czas
trzymając Cię w swoich ramionach. "Dziękuję, że jesteś.." -
szepnęłaś. "Nie dziękuj." - pocałował Cię w czoło."Tak wiele jej
zawdzięczam, kocham ją całym sercem i nigdy o niej nie zapomnę.." -
powiedziałaś. "Nie dałabym rady bez Ciebie. Dziękuję za Twoją
obecność." - dodałaś szeptem tuląc się do jego klatki piersiowej.
"Będę zawsze.." - powiedział i pocałował Cię w usta.
2.Ostatnia lekcja.. Siedziałam na matmie i gapiłam się w
sufit. Myślałam o tym, aby jak najszybciej wyjść stamtąd i znowu ujrzeć Malika,
który zawsze czekał na mnie przed szkołą po lekcjach. Każda minuta ciągnęła się
w nieskończoność.. Nauczycielka ciągle zwracała mi uwagę, bo niby nic nie
robię, tylko myślę o niebieskich migdałach. Nawet nie chciało mi się jej
tłumaczyć co mi jest, bo i tak nic by nie zrozumiała.. Czy ona w ogóle
kiedykolwiek była zakochana? Właściwie babka była mi totalnie obojętna, tak
samo jak i ta cała lekcja. Chciałam tylko wyjść i zobaczyć się z Zaynem.
Wszystko zaczęło mnie wkurzać. Nawet tykanie zegara stało się irytujące. Po
chwili usłyszałam denerwujący sygnał karetki. Położyłam się na ławce i modliłam
się o święty spokój do końca lekcji. Jednak do naszej klasy wpadła spanikowana
dyrektorka. "II F?!"- wrzesnęła. "Takkk.." - odpowiedzieli
zgodnym chórkiem, jednak bez mojego udziału. "[twoje imię i nazwisko]
szybko, chodź!" - wywołała mnie. "Ale co się stało?" -
zapytałam. Muszę przyznać, że mnie to nie obchodziło, chciałam żeby dała mi
święty spokój. "Zayn Malik? Znasz go prawda?" - próbowała opanować
emocje. "Oczywiście, że tak." - nagle doznałam jakiegoś olśnienia. O
co jej babie chodziło? "Szybko!" - pociągnęła mnie w stronę głównego
wyjścia szkoły. "Może mi pani
wytłumaczyć o co chodzi?" - zapytałam w miarę grzecznie. Nie odpowiedziała
mi nic. Wyszłyśmy przed budynek i.. Zamarłam. "Zayn!" - rzuciłam się
w stronę krwawiącego chłopaka, który leżał przy
szkolnym parkingu. "Rany Zayn! Co Ci jest?!" - złapałam go za
rękę. Dłonie zaczęły mi się trząść, a do oczu napłynęły łzy. "Zayn, proszę
Cię, odezwij się do cholery!" - wybuchłam okropnym płaczem łapiąc go za
policzki. "Zayn.. nie rób mi tego.." - klęczałam przy nim, a reszta
patrzyła się na to wszystko. Jedynie pomoc medyczna opatrywała mu rany.
"Czy.. czy on będzie żył?" - zapytałam jednego z lekarzy drżącym,
rozpaczliwym głosem. "Niech się pani uspokoi. Zrobimy wszystko co w naszej
mocy." - powiedział i wskazał dłonią abym się odsunęła. Odeszłam krok w
tył. Zapłakana.. zmęczona. W ramiona wzięła mnie dyrektorka. "Wszystko
będzie dobrze, chodźmy zawiozę Cię do szpitala.." - zaproponowała i
zabrała mnie do auta. Karetka z Malikiem odjechała na sygnale.. Bałam się,
okropnie się bałam.. Po chwili byłam już w szpitalu. Siedziałam przy nim i
trzymałam jego zimną dłoń. Dyrektorka stała tuż za mną.. "Co się w ogóle stało?" - szepnęłam
resztkami sił. "Policja ogląda nagrania z monitoringu szkoły.
Prawdopodobnie, ktoś go pobił.." - powiedziała ciepłym głosem. "Nie
wierzę.." - mówiłam sama do siebie. "Zostawię was samych, trzymaj się
kochanie. Zapewne nie będziesz w stanie przychodzić na zajęcia, więc
usprawiedliwię Ci wszystkie nieobecne godziny. Rodziców też poinformuje o tym
co się stało. Nie martw się." - przytuliła mnie i udała się w stronę
drzwi. "Dziękuję pani.." - szepnęłam i przytuliłam się do dłoni
Malika. Siedziałam przy nim cały dzień i całą noc..
Rano przyszedł lekarz i zabrał go na jakąs poważną operację,
od której właściwie wszystko zależało.. Położyłam się, więc na kanapie stojącej
w sali i pod jego nieobecność próbowałam zasnąć, odpocząć od tego choć na
chwilę. Nie mogłam jednak znaleźć miejsca dla siebie. Kręciłam się, mamrotałam
coś sobie pod nosem, było mi na prawdę ciężko. W myślach cały czas miałam Zayna
i jego wypadek. Nie miałam pojęcia co się stało ani jaki jest stan jego
zdrowia, bo lekarz nic nie chciał mi powiedzieć. Nie miałam sił już na nic, nie
jadłam, nie piłam, nie spałam.. Siedziałam i płakałam..
"Przepraszam, wszystko z panią w porządku?" - wyrwał
mnie z zamyślenia głos pielęgniarki. "Tak, wszystko w porządku,
dziękuję" - odwróciłam się w jej stronę i otarłam łzy z policzka.
"Niech się pani nie martwi, wszystko będzie dobrze." - usiadła obok
mnie i czule dotknęła mojego ramienia. "Myśli pani, że on z tego
wyjdzie?" - spojrzałam na nią błagalnym spojrzeniem. "Na razie nie
jest z nim najlepiej, ale trzeba być dobrej myśli. Często mamy pacjentów z
podobnymi urazami jak pan Malik. Większość z nich wychodzi z tegocało. Trzeba
cierpliwości i czasu." - tłumaczyła. "Tylko on jest nieprzytomny, ma
okropne rany.. Przestaje wierzyć, że wszystko będzie z nim w porządku." -
rozpłakałam się i schowałam twarz w dłoniach. "Niech się pani położy,
odpocznie, operacja bedzie trwała dość długo." - wstała z kanapy.
"Niech się pani nie martwi." - uśmiechnęła się i wyszła z sali.
Położyłam się i zamknęłam oczy. Przed moim oczyma znów stanął Zayn i wszystkie
najpiękniejsze chwile spędzone z nim sam na sam..
Minęło kilka godzin.. Leżałam i czekałam na znak, że operacja
się skończyła. Po chwili do sali przyszedł lekarz, jednak.. bez Zayna. Wtedy
poczułam coś okropnego, coś.. jakby kula trafiła prosto w moje serce. Przyszedł
moment, którego nigdy w życiu nie doświadczyłam, nie miałam pojęcia jak
zareaguje. Nie miałam pojęcia, że coś takiego spotka właśnie mnie. Na widok
doktora poderwałam się z kanapy. Wiedziałam jakie informacje ma mi do
przekazania.. "Pani.. " - zaczął. "Wiem, niech pan nic nie mówi.
Wiem co się stało, czuję brak Zayna." - przerwałam mu, po czym wybuchłam
ogromnym płaczem. "Przykro mi.." - szepnął i podszedł do mnie.
"Mogę.. mogę zobaczyć go po raz ostatni?" - wyłam jak małe dziecko.
"Oczywiście." - zgodził się lekarz i zaprowadził mnie na salę, gdzie
leżał martwy Malik. Weszłam do środka. Wyglądał normalnie, jakby spał..
Poczułam się jakby stał przy mnie, niewidzialny. Dotykał mnie, całował.. Jednak
leżał, nie poruszał się, nie oddychał. Był
martwy. "Zay.." - podeszłam do niego i dotknęłam jego już
chłodnej dłoni. "Zayn kotku, ja i tak Cię kocham, będziemy razem, już
niedługo." - nachyliłam sie i pocałowałam jego delikatnie sine usta.
"Nie zostawię Cię samego, obiecuje." - pocałowałam go po raz ostatni
i wybiegłam zapłakana z sali prosto na pobliski most..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz