IMAGINY ! ;3

Louis- Harry, widziałem Cię w telewizji!
Harry- Serio? O mój boże! Na jakim kanale?
Louis- Na Animal Planet ;D


wtorek, 25 lutego 2014

Zayn :)

Łapcie Zayn'a !! Jak chcecie dedyka to piszcie w komentarzu :)


                                                                           CZYTASZ=KOMETNUJESZ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<


Sala pełna ludzi. Wszyscy z fascynacją patrzą na dziewczynę na scenie. Tą dziewczyną jestem ja. Moje małe stopy przesuwają się po drewnianej podłodze. Jestem coraz bardziej pewna siebie. Moje ruchy stają się piękniejsze i delikatniejsze. Po chwili oddaję się muzyce i emocjom, które we mnie buzują. Wyskok i upadek. Piruet, obrót i jeszcze raz wyskok. Tak dobrze znam ten układ, a jednak za każdym razem, kiedy go tańczę, czuję coś pięknego. Coś, czego nie mogę opisać. Ostatni wyskok i już czuję zimną podłogę, która w tym momencie nie miała znaczenia. Reflektory gasną. Kurtyna powoli opada, aż w końcu dotknęła ziemi. Słychać jest brawa widowni i ich zachwyt z pokazanej sztuki. Wychodzę za kurtynę i kłaniam się do ludzi. Czuję się spełniona.

Dźwięk podjeżdżającego samochodu pod dom wyrwał mnie z krainy fantazji. Znowu to samo.  Moje największe marznie, które posiadam w moim sercu nigdy się nie spełni. Wszystko przez ten cholerny wypadek.
- [T.I], musimy jechać, bo spóźnisz się na rehabilitację!
- Nic nie musimy! Nie jadę! Nie chcę, rozumiesz?! Mam ochotę się zabić! Moje życie straciło jakikolwiek sens!
- [T.I], nie mów tak. Pamiętasz, co mówił doktor? Jest duża szansa, że znów będziesz chodzić.
- Nieprawda! Już nigdy nie stanę, nie będę chodzić i już nigdy nie będę tańczyć!
- Proszę, [T.I]. Zrób to dla mnie.
Ale ja nie chcę!
- Ciii… - w tym momencie mama objęła mnie i mocno przytuliła.
- Mamo, ja się boję.
- [T.I], wiesz przecież, że jestem z Tobą.
- Dobrze, ale robię to tylko dla ciebie.
- Dziękuje, kochanie…
-----
- Postaraj się zgiąć nogę, [T.I].
- Aaa! - krzyknęłam z bólu. Ile kosztuje mnie ten cholerny wypadek. Tyle bólu i fizycznego, i psychicznego. Cała spocona i zmęczona usiadłam na mój wózek. Dlaczego to spotkało właśnie mnie? Dlaczego? Co ja takiego zrobiłam?
-----
Siedziałam w ogrodzie, wpatrując się w zachodzące słońce. Słychać było śpiewy ptaków. One są wolne, pełne życia. Też chciałabym taka być. Coraz częściej myślę o tym, czy spotkam chłopaka, który pokocha mnie z moim kalectwem. Na pewno nie. Tacy już nie istnieją.
- Kochanie, idziemy. Jutro czeka Cię męczący dzień.
- Każdy dzień jest męczący…
-----
Czekałam na moją rehabilitantkę, pod nosem nuciłam piosenkę. Szczególną piosenkę, bo moją ulubioną.
- Skąd znam tę melodię, co?
- Odwróciłam się w stronę głosu. Moim oczom ukazał się wysoki brunet z ciemną karnacją i pięknymi czekoladowymi oczami.
- Może dlatego, że sam ją śpiewasz? - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie.
- Wiesz, że możliwe - uśmiechnął się szeroko - pośpiewamy razem?
- To, że jeżdżę na wózku nie znaczy, że musisz się nade mną użalać.
- No to co, że jeździsz? Jesteś przecież normalnym człowiekiem - tu mnie zatkało, uważa mnie za normalnego człowieka?!
- Jak to normalnym człowiekiem?
- No tak po prostu.
To co, pośpiewamy?
- W sumie czemu nie.


Shut the door 
Turn the light off
I wanna be with you
I wanna feel your love
I wanna lay beside you
I can not hide this even though I try
Heart beats harder
Time escapes me
Trembling hands touch skin
It makes this harder
And the tears stream down my face
If we could only have this life for one more day
If we could only turn back time
You know I'll be
Your life, your voice your reason to be
My love, my heart
Is breathing for this
Moment in time
I'll find the words to say
Before you leave me today

- Pięknie śpiewasz.
- Ty lepiej - i oboje się roześmialiśmy.
- [T.I], proszę, już jestem - oznajmiła moja pani doktor i wskazała dna wnętrze gabinetu.
- No nic. Miło było cię poznać, Zayn.
- Mi ciebie również. I pamiętaj, nie poddawaj się!
- Gdyby to było takie proste... - wyszeptałam do siebie, wjeżdżając do gabinetu.
- Do zobaczenia! -  wykrzyczał Zayn, gdy pani doktor zamykała drzwi.
-----
Świetnie dałaś sobie radę! - oznajmiła mi moja rehabilitantka, gdy wyjeżdżałam z tak znienawidzonego przeze mnie pokoju.
- Dziękuję.
Próbowałam sięgnąć po moją kurtkę, ale niestety to już było dla mnie za wiele. Dlaczego ja?! Spróbowałam jeszcze kilka razy, lecz po kilku próbach opadłam z wysiłku. Popatrzyłam na krzesełka i dopiero teraz zauważyłam małą karteczkę na jednym z nich.

Proszę, zadzwoń ********* Twój Zayn.

Tego się nie spodziewałam. Zwinęłam karteczkę i trzymałam ją w dłoni, aż przyjechała moja mama, wtedy włożyłam ją do kurtki.
-----
Zadzwonić, czy nie? Co znaczy Twój Zayn? - tysiące pytań krążyły mi po głowie, w końcu postanowiłam zadzwonić. Co mi szkodzi? Sam zostawił kartkę z numerem. Sięgnęłam po telefon i wystukałam znany mi już na pamięć numer.
- Halo?
- Yyy..., cześć, Zayn. To ja, [T.I].
- Ooo..., jak miło, że zadzwoniłaś! Co tam u ciebie słychać?
- Po staremu, od wtorku praktycznie nic się nie zmieniło. A co u ciebie?
- U mnie też. Nagrania, próby, wywiady, sesje zdjęciowe i tak  w kółko, powoli to staje się nudne.
- Wszystko z biegiem czasu staje się nudne, nawet życie...
- [T.I]?
- Tak?
- Może się spotkamy?
- No nie wiem... - myśl o tym, że jeżdżę na wózku i pełno paparazzi koło nas, nie byłby to najlepszy widok.
- Spokojnie. Podaj mi swój adres, będę za 30 minut.
- Pewny jesteś?
- Jak nigdy!
- No dobrze, więc przyjedź pod ***.
- Ok! To do zobaczenia!
- Pa…
I co ja narobiłam?!
-----
Usłyszałam dzwonek, spokojnie podjechałam pod drzwi. Gwałtownym ruchem je otworzyłam. W drzwiach stał Zayn.
- Witaj, piękna! - przywitał się ze mną chłopak i cmoknął mnie w policzek.
- Cześć, proszę wejdź - wskazałam ręką na głąb mieszkania.
Zamknęłam za Zaynem drzwi i pojechałam do salonu, gdzie poszedł chłopak.
- Ładnie tu masz - uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.
- Dziękuję - odwzajemniłam uśmiech.
- [T.I]?
- Tak? - uśmiechnęłam się samowolnie.
- Nie chcę ci sprawiać przykrości, ale jak to się stało, że... - nie dokończył, ponieważ mu przerwałam.
- Że jeżdżę na wózku? - przytaknął ruchem głowy - siadaj, opowiem ci tę historię.
Chłopak usiadł na fotelu i spojrzał na mnie, jakby chciał mi powiedzieć "Już możesz, będę słuchał".
To było dokładnie 24 lutego 2013. Wracałam z urodzin mojej przyjaciółki. Wchodząc na pasy, nie zauważyłam nadjeżdżającego auta. Zorientowałam się dopiero wtedy, kiedy samochód potrącił mnie. Pamiętam tylko ogromny ból w nogach i krzyki ludzi. Gdy wybudziłam się z dwumiesięcznej śpiączki, powiedzieli mi, że sprawca wypadku uciekł jak tchórz i przez niego teraz nie spełnią się moje marzenia.
- A co było twoim marzeniem? - spytał ostrożnie jakby wypowiedziane przez niego słowa miały mi sprawić ból.
- Chciałam zostać tancerką...
- [T.I]? Domyślasz się, kto to mógł być?
- Wiem tylko, że był to młody mężczyzna.
- Oh, dobrze... No to może, żeby poprawić ci humor obejrzymy jakąś komedię, co?
- Bardzo chętnie – uśmiechnęłam się do niego i wskazałam na półkę z filmami.
- To co moja królowa sobie życzy?
American Pie
- Uwielbiam tę komedię!
- No to mamy te same gusty - po raz kolejny tego dnia szeroko się do niego uśmiechnęłam.
-----
- Cześć, zobacz, co mam! – Krzyknął mi Zayn na powitanie.
- No nie wiem! Pokaż mi, bo zaraz ci to wyrwę.
- Masz, otwórz! – podał mi pudełko, z którego wydobywały się piski. Z ciekawością je otwierałam. Moim oczom ukazał się prześliczny piesek. Jego złota sierść odbijała się w słońcu. Miał piękne czarne oczka, które tak cudownie świeciły. W moich oczach pojawiły się łzy szczęścia.
- I co? - spytał mnie chłopak, patrząc mi głęboko w oczy, widziałam  w nich cierpienie. Nie to nie możliwe, przecież chłopak o tak dużym sercu nie może cierpieć...
- Dziękuje ci bardzo, Zayn! Zawsze o takim marzyłam! Skąd wiedziałeś? - uśmiechnęłam się do niego i znowu nasze spojrzenia się spotkały.
- A no wiesz..., przyznam, że trochę pomogła mi twoja mama.
- Ach, ona. Wszystko wygada!
- Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę.
- Wow, Zayn, nie przesadzasz?!
- Wiedz, że dla ciebie zrobię wszystko - w tej chwili sięgnął po moją kurtkę - ubieraj się, jedziemy.
- Ale jak to? Dokąd?
- Mówiłem już, niespodzianka - uśmiechnął się do mnie i złapał mój wózek za rączki, prowadząc go ku drzwiom.
-----
Zatrzymaliśmy się koło wielkiego budynku. Zayn, jak gdyby nigdy nic, zaprowadził mnie do wielkiej sali. Na środku była scena. Rozglądałam się po tym pokoju z nie dowierzaniem. Właśnie to miejsce tak wiele razy mi się śniło. Nawet się nie zorientowałam się, kiedy znalazłam się na scenie razem z Zaynem. W tle zaczęła grać muzyka, ta sama, co w śnie. Nieprawdopodobne - pomyślałam.
- Zamknij oczy i wyobraź sobie, że tańczysz... - wyszeptał  mi chłopak do ucha. Zrobiłam to, co kazał. Zayn prowadził mój wózek w rytm muzyki. Zwracały wspomnienia...

   Sala pełna ludzi. Wszyscy z fascynacją patrzą na dziewczynę na scenie. Tą dziewczyną jestem ja. Moje małe stopy przesuwają się po drewnianej podłodze. Jestem coraz bardziej pewna siebie. Moje ruchy stają się piękniejsze i delikatniejsze. Po chwili oddaję się muzyce i emocjom, które we mnie buzują. Wyskok i upadek. Piruet, obrót i jeszcze raz wyskok. Tak dobrze znam ten układ, a jednak za każdym razem, kiedy go tańczę, czuję coś pięknego. Coś, czego nie mogę opisać. Ostatni wyskok i już czuję zimną podłogę, która w tym momencie nie miała znaczenia. Reflektory gasną. Kurtyna powoli opada, aż w końcu dotknęła ziemi. Słychać jest brawa widowni i ich zachwyt z pokazanej sztuki. Wychodzę za kurtynę i kłaniam się do ludzi. Czuję się spełniona.

- Dziękuję... Tylko dlaczego to robisz? - spytałam Zayna, gdy wracaliśmy do mojego domu.
- Chyba czas ci to powiedzieć... Pamiętasz, jak spytałem cię, dlaczego jeździsz na wózku? Ty wtedy opowiedziałaś mi tę historię... Mam poczucie winy ponieważ...
- Dokończysz?
- Ponieważ to ja cię wtedy potrąciłem. Czuję się podle, że wtedy odjechałem. Gdyby nie moje tchórzostwo, teraz byś chodziła, tańczyła... Postanowiłem umilić ci ten czas, kiedy jesteś na wózku. Wierzę w ciebie, słyszysz? Wierzę! Dasz radę, jesteś silna, będziesz chodzić. Jesteś już tak blisko. Najgorsze lub najlepsze w tym wszystkim jest to, że cię kocham... Wiem, że teraz mnie nie chcesz znać... Zresztą  w twojej sytuacji bym się ze mną już nie zadawał...
Zamurowało mnie. Czyli to wtedy Zayn mnie potrącił?! Tysiące myśli krążyły mi po głowie. Nie wierzę! Zayn kłamie! On nigdy by nie uciekł! Nie on...
- Zayn? - spytałam ze łzami w oczach.
- Tak?
- Wybaczam ci, ponieważ też cię kocham...
Chłopak gwałtownie zahamował. Obydwoje polecieliśmy ostro w przód.
- Naprawdę?
- Tak, Zayn. Kocham cię!
- Nigdy nie myślałem, że tak to się skończy - mówił, dławiąc się łzami...
- Pocałuj mnie... - wyszeptałam i poczułam ciepły oddech chłopaka na twarzy. Nasze usta się złączyły. Pocałunek był delikatny, ale namiętny. Pasowaliśmy do siebie idealnie...

Miesiąc później

- Dasz radę! Jeszcze tylko jeden krok, proszę! – błagalnie prosił Zayn, gdy stawiałam pierwsze kroki z kulami. Dał mi naprawdę wielkie wsparcie, był ze mną codziennie. Już dawno zapomniałam, że to on mnie potrącił. Ważne, że mnie nie zostawił, że mnie kocha...
- Brawo, kochanie! Mówiłem, że dasz radę! Jestem z ciebie dumny!

niedziela, 23 lutego 2014

Maliczek :*

                                                                       Czytasz = komentujesz !







Już od 3 lat jestem z Zaynem Malikiem, a od 2 lat jestem jego narzeczoną i matką jego córki. Żyje mi się wspaniale, a raczej żyło. Chodź jesteśmy ze sobą tak długo jego fanki nadal mnie nie akceptują.
Siedziałam z Zaynem w kuchni. Ja szykowałam śniadanie dla Malika i Lily, gdy mała zbiegła po schodach. Od razu rzuciła się mu na szyję.
-Ceść tatusiu!-krzyknęła
-Cześć pchełko!-pocałował ją w czółko- Leć przywitać się z mamą.-zeskoczyła z jego kolan i podbiegła do mnie.
-Ceść mamusiu! Co bende jadła?-wzięłam ją na ręce i posadziłam na blacie.
-A co powiesz na płatki z mlekiem?-zapytałam
-To nie jest dobly pomysł.-powiedziała z powagą
-A dlaczego?
-Bo je się je łyską, a wujek Liam mówił ze lyski to złooooo.-Zayn i ja wybuchnęliśmy śmiechem
-A co ci jeszcze wujkowie mówią?-zapytał mulat
-Duzo ciekawych zeczy. Mamo zlobis mi naleśnicki?
-Już się robi córeczko.-zabrałam się za smażenie a Malik wziął Lily do stołu. Po chwili postawiłam przed nimi stos naleśników, i zaczęliśmy jeść.
-Kochanie muszę już zmykać.- powiedział Zayn całując mnie i nasze dziecko i wyszedł.
A wracając do Lily jest damską wersją Zayna. Z wyglądu i charakteru czysty on, nawet z zachowania. Często jak jestem na nią zła robi słodkie oczka jak jej ojciec.
Gdy Lily jadła ja włączyłam telewizor i znowu się zaczęło. Masę plotek o mnie i mulacie. Teraz usłyszałam że mnie zdradza niestety mieli jakieś tam zdjęcia. Wiedziałam że on by mnie nie zdradził ale to boli. Do moich oczu napływało coraz więcej łez. Podbiegła do mnie córeczka i mocna przytuliła.
-Prze ze mnie płaces?
-Nie kochanie ty nic nie zrobiłaś.-otarłam łzy a do mojej głowy przyszedł świetny pomysł.-Wiesz co pojedziemy gdzieś sobie. Leć spakuj swoje ulubione ubranka i zabawki.- małą poszła do swojego pokoju a ja napisałam pożegnalny list do Zayna. Postanowiłam zniknąć z jego życia. Ja sama już nie wytrzymywałam psychicznie. Położyłam kartkę na stole i pobiegłam się spakować. Szybko zbiegłam po schodach z walizkami i wpakowałam je do auta i poszłam po córkę.
-Mamusiu gdzie jedziemy?-zapytała
-Jedziemy na wakacje.
-A tatuś jedzie?
-Nie. Wiesz jaką tata ma pracę i nie może z nami jechać
-On jus mnie nie kocha
-Kocha. Kocha najmocniej na świecie.- przytuliłam ja i wyszłyśmy z domu. Zamknęłam drzwi, zapięłam małą w foteliku obok kierowcy i ruszyłam. Miałam zamiar jechać do mojej przyrodniej siostry z Irlandii. Miałam tylko nadzieję, że Malik nas nie znajdzie.
***Oczami Zayna***
Wróciłem do domu z próby dość późno. W domu było cicho i ciemno pomyślałem że moje królewny już śpią. W kuchni znalażłem kartkę z treścią:
"Kochany Zaynie.
Ja już dłużej nie potrafię udawać że wszystko jest w porządku. Ten ciągły stres i lęk o życie twoje, moje i Lily mnie przerasta. Nie chcę niszczyć twojej kariery. Robię to dla naszego dziecka. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. NIE SZUKAJ NAS!
                         [T.I.]"
Przeczytałem to kilka razy. Nie mogłem uwierzyć w to, że dwie kobiety które kocham mnie opuściły. Dzwoniłem do [T.I.] ze 100 razy ale na marne. Nie miałem już po co żyć. Cały mój świat runął w gruzach.
Zacząłem pić, opuszczałem koncerty i wywiady. Praktycznie zostawiłem chłopaków i zespół. Ale po jakimś roku powróciłem do śpiewania, bo tylko muzyka i alkohol pozwalały mi zapomnieć na chwilę o Lily i [T.I.].
***Oczami [T.I.]***
Już od ponad roku mieszkam u siostry. Cholernie tęsknię  za Zaynem i chłopakami. Widziałam z wywiadów jak Malik się stoczył. Strasznie schudł, zrobił sobie pełno tatuaży i już nie dbał o swój wygląd. Łzy same napływały mi litrami do oczu jak widziałam w jakim jest stanie. Lily cały czas wypytuje o ojca, ale ja nie wiem co mam jej odpowiedzieć.
Włączyłam telewizor i akurat trafiłam na wywiad z Zaynem.
Reporter: Zayn zdradź nam tajemnice,jakiej są twoje nowe tatuaże?
Zayn: Na klatce piersiowej pod sercem wytatuowałem sobie imię córki i narzeczonej. Ja cały czas mam nadzieję, że je znajdę.
R: To naprawdę urocze. A my mamy wielką prośbę do was. Jeśli ktoś wie gdzie obecnie znajduje się [T.I.] i Lily dzwońcie pod ten numer który właśnie się wyświetla.
Z: To dla mnie bardzo ważne. Czekam na waszą pomoc.- Nie wiem dlaczego ale zapisałam numer.
Oglądałam dalej a do mnie podbiegła córka.
-Mamo to jest mój tatuś?
-Tak kochanie.- po moim policzku spłynęły łzy
-Nie płac mamusiu.-przytuliła mnie.- Ja wiem ze tata nie jest taki ładny jak kiedyś.
-Nie płaczę, dlatego, że tata się zmienił. ... Chciałabyś zamieszkać z tatą?
-TAK! Pojedziemy do tatusia?
-Skoro chcesz to zadzwonię do niego, a ty leć pobawić się z ciocią.- mała pobiegła a ja wybrałam numer do telewizji.
-Dzień dobry.- usłyszałam w słuchawce
-Dzień dobry. Czy jest jeszcze Zayn Malik. Mam wiadomości o [T.I.]
-Już go podaję. .... Hallo?-usłyszałam jego aksamitny głos
-Cześć Zayn.-powiedziałam nie pewnie
-[T.I.] to ty? Gdzie wy jesteście?
-Jesteśmy u Nicol w Irlandii.
-Ale dlaczego ucikłyście?
-Zayn to nie na telefon. Przyjedź.- rozłączyłam się i odetchnęłam z ulgą.
***Oczami Zayna***
Nie mogłem uwierzyć, że moja ukochana właśnie zadzwoniła. Wybiegłem z budynku i wsiadłem do auta. Napisałem jeszcze sms-a do Liama.
-"Stary znalazłem je! Jadę do Irlandii"- po chwili odpisał
-"Powodzenia! Trzymamy kciuki :)"
Pojechałem jeszcze kupić lalkę dla mojej córeczki i kwiaty dla ukochanej. Byłem w 7 niebie na myśl że za kilka godzin je zobaczę.
***Oczami [T.I.]***
Z jednej strony cieszyłam się na spotkanie z Malikiem, ale z drugiej nie wiem co mam mówić i jak się zachowywać. Położyłam się na kanapie i usnęłam na kilka godzin obudziła mnie córka. 
Mamo! Mamo ktoś puka.-powiedziała. Ja poprawiłam włosy i poszłam otworzyć.
-Cześć, wejdź.-powiedziałam do mulata
-Tatusiu!-krzyknęła dziewczynka i wskoczyła mu na ręce
-Hej córeczko! Tęskniłem za tobą. Proszę to dla ciebie.- wręczył jej lalkę, a ona go pocałowała, to był piękny widok.
-Lily idź się pobawić do pokoiku, bo mamusia musi porozmawiać z tatusiem.- mała ze skwaszoną miną poszła na górę.
-To dla ciebie.-powiedział mężczyzna wręczając mi kwiaty.
-Dziękuję.-usiedliśmy w milczeniu.
-[T.I.] dlaczego mi to zrobiłaś?- a ja znowu się rozpłakałam
-Nie chciałam tego. Wtedy znowu usłyszałam że mnie zdradzasz były jeszcze jakieś zdjęcia. Miałam dość tych plotek i hejtów na mój temat.
-Wiem mnie też to boli. Uwierz mi że ja bym ciebie i córki nigdy nie skrzywdził.
-Zayn proszę przytul mnie.-on przybliżył się, a ja wtuliłam się w jego.-Jak mi tego brakowało.
-Mi też słońce. Czy ty nadal chcesz tworzyć ze mną rodzinę?
-Oczywiście że chcę.-i wtedy nasze usta połączyły się w jedność. Czułam że czas się zatrzymał. Jak oderwaliśmy się od siebie ujrzeliśmy Lily.
-Mamusiu czy tata zostanie z nami?
-Tak. Zostanie na zawsze.- powiedziałam z uśmiechem, a mała usiadła pomiędzy nami. Malik mocno nas przytulił.
-Córeczko wracamy do domu.-powiedział Zayn. Wszyscy poszliśmy spakować nasze rzeczy i schowaliśmy je do auta. Pożegnałam się z siostrą i ruszyliśmy do Londynu. Całą drogę rozmawialiśmy o tym co działo się przez te prawie 2 lata. Jak byliśmy już w domu wszystkie te wspaniałe chwile powróciły. Ja poszłam wykąpać i położyć naszą królewnę.
-Mała śpi?-zapytał Malik
-Jak aniołek.-pocałowałam go- Zayn zrobisz coś dla mnie?
-Misiu dla ciebie wszystko.
-Zdejmij koszulkę i pokaż mi swoje tatuaże.-posłusznie pozbył się koszulki. Ręką błądziłam po jego torsie, zatrzymałam ją dopiero na jego piersi.
-I jak ci się podobają?-zapytał
-Są śliczne, ty wiesz że to na całe życie?
-Wiem bo ja was będę kochał do końca moich dni. Mam niespodziankę, zaraz będzie moja mama i zajmie się Lily a ja cie porywam.-po jego słowach weszła moja teściowa
-Cześć dzieci. Wy już uciekajcie bo się spóźnicie.-powiedziała
-Yes sir!-powiedzieliśmy razem i wyszliśmy. Pojechaliśmy na konferencje prasową, gdzie byli chłopcy. Przywitaliśmy się, a oni weszli na podest.
-To spotkanie poświęcone jest mojej ukochanej [T.I.]. Nie mogę zrozumieć dlaczego ranicie osoby które kocham. W ten sposób ranicie też mnie. Fanki które uważają się za Directioner a hejtują nasze dziewczyny nie mają prawa nazywać się nimi.-Malik spojrzał na mnie
-Przez takie wasze zachowanie Zayn prawie się zabił a potem chciał odejść z zespołu. Tego chcecie?! Tego!-wybuchł Lou. Spotkanie trwało jeszcze z 20 minut po czym chłopcy zeszli do mnie.
-Kocham cię kotku- wyszeptał mulat i pocałował mnie bardzo namiętnie oczywiście wszystko upamiętniali paparazzi.
-Ja ciebie też. Nie spodziewałam się takiej niespodzianki.- i znowu nasze usta się połączyły.
*Rok Później*

Zayn i ja jesteśmy już po ślubie. Lily rośnie jak na drożdżach. A co najważniejsze fanki mnie zaakceptowały. W końcu wszystko zaczęło się układać :)

Liam :)

Więc tutaj macie Liam'a :* A dedykuje tego posta.... Agathe PLDIRECTION !!!!!!! Zapraszam do czytania :)
                                                                        Czytasz = Komentujesz !





Każdy z nas zna to okropne uczucie straty kogoś ważnego prawda .? Ale co będzie jeśli ta osoba tak bardzo nie chciała od ciebie odejść .? Do twojego serca wchodzą wyrzuty sumienia myśli że mogłaś coś zrobić. Chociaż każdy tłumaczy że nikt nic nie mógł zrobić, ale ty nie chcesz ich słuchać. To uczucie że nie nacieszyliście się sobą. Że już nigdy razem nie będziecie, że musicie być oddzielnie. Między niebem a ziemią. Chociaż ponoć jeśli dusza tak bardzo nie chce odejść jeśli jej serce zostało przy drugiej osobie staje się jej aniołem stróżem jest z nią wszędzie. Zasypia przy niej i budzi się przy niej, lecz ta straszna świadomość że ukochana nie usłyszy gdy mówi do niej dwa piękne słowa. Nie czuję jego dotyku. Jego zapachu. Jego… Oby dwoje umierają od środka. Ona z tęsknoty on z bezsilności. Czasem miłość jest tak wielka że potrafi oszukać wszystko i wszystkich. Czasem śmierć przychodzi szybko czasem daje drugą szansę, ale nikt nie może z tym nic zrobić.

29 sierpnia 1993 - 17 stycznia 2015. Data śmierci Liam’a Payn’a. Twojego narzeczonego. Dokładnie 24 grudnia 2014 został przewieziony do szpitala im św. Tomasza. Nikt z was nie wiedziało co się dzieje. Liam po prostu osunął się po szklanych drzwiach od balkonu przy których stała choinka. Święta spędzaliście z rodziną Payne. Pamiętasz jakby było wczoraj. W czerwonej sukience i takiego samego koloru szpilkach, wbiegasz na korytarz ogromnego szpitala. Kolejne łzy spływały dość szybko. Makijaż spływał razem z nimi zostawiając brązowe smugi na czerwonych od zimna policzkach. Ledwo łapiąc oddech pytasz się recepcji co dzieje się z chłopakiem przywiezionym przed chwilą. Kobieta mówi że jest pod kroplówką i leży w zamkniętej Sali nr 8. Czym prędzej biegniesz przed siebie widząc nr. 3 później 4,5,6,7 aż w końcu 8. Stajesz i wpatrujesz się w szybę dusisz się własnymi łzami widząc jak szybko podpinają bruneta w jakieś kabelki. Walnęłaś raz pięściami w szybę i krzyknęłaś : Nie !. Potem odwróciłaś się plecami i osunęłaś się po szybie i po ścianie. Lekarze chciali Cię wziąć do domu ,ale jedna z pacjentek zaczęła prosić żeby Cię nie zabierali. Zgodzili po dłuższym czasie się a ty pod kuliłaś nogi i siedziałaś tak aż do rana. Obserwowałaś lekarzy na nocnym dyżurze pielęgniarki – wszystkich. Rano jedna z pielęgniarek ukucnęła koło ciebie podając ci kawę. - Dziękuję Uśmiechnęłaś się i zanurzyłaś usta w cieczy. -Chłopak ? - Narzeczony Odpowiedziałaś szybko i pociągnęłaś nosem. - W pokoju pielęgniarek jest łóżko… Zaczęła ,ale szybko jej przerwałaś. - Dziękuję ,ale nie muszę zostać przy nim jeśli nie mogę być w środku będę tu. Uśmiechnęłaś się patrząc cały czas w brązową kawę z mlekiem. - Potrzebuję mnie … Dodałaś po chwili a pielęgniarka uśmiechnęła się. Wstała i zajrzała przez szybkę „ w normie” powiedziała do ciebie. To chyba miało Cię ucieszyć. Uśmiechnęła się i poszła w drugą stronę. Koło 14 w głównych drzwiach zobaczyłaś zdezorientowanego Malik’a . Szybko wstałaś i biegłaś wprost na niego. On widząc Cię Otworzył ręce a ty „wbiłaś” się w jego klatę. Zaczęłaś płakać a on tylko zaciskał oczy żeby nie leciały łzy. „Panie Wotson ! Pacjent Payne się budzi !” Słysząc to spojrzeliście na siebie i zaczęliście biec chwile potem byliście w sali Liam’a. - Nie źle nas wystraszyłeś stary… Zaczął Zayn a Liam szybko zaczął mówić. - Co ze mną ? - Masz 2 guzy w okolicach serca… zostało ci maksymalnie pół roku…

Przychodziłaś co dziennie , co dziennie z uśmiechem na ustach witałaś go. Modliłaś się żeby tam jeszcze leżał. Stan chłopaka pogarszał się z dnia na dzień z godziny na godzinę.

Pamiętasz gdy przyszłaś do niego jak co dzień a on leżał a z oczu leciały mu łzy. - Skarbie co jest ? Podbiegłaś do łóżka. -Zawołam pielęgniarkę ! Powiedziałaś i miałaś wyjść ,ale on złapał Cię za rękę. - Nie chce Cię zostawiać… W twoich oczach pojawiły się łzy. Usiadłaś na łóżku i patrzyłaś na niego. - To nie zostawiaj - To trudne… nie chce Cię tu zostawiać ,ale powinienem. - Nie Liam nie mów tak ! - Skarbie proszę ... Łzy spływały po twoich policzkach jeszcze szybciej. Kiwałaś głową na nie zaciskając usta. - Proszę… - Nie zostawiaj mnie Liam dla ciebie wstaję co dzień. - Nigdy nie zostawię zawsze będę przy tobie Zaczęłaś kręcić głową przecząco a z twoich oczu poleciały kolejne łzy. - Zostawisz … nie będzie Cię - Zawsze będę ! Nigdy nie pozwolę by ktoś Cię skrzywdził ! Zakryłaś wolną ręką usta i przenosząc ją na szyję. - Proszę nie zostawiaj mnie … - Nigdy Cię nie zostawię ! Gdy będziesz potrzebowała abym Cię przytulił wyjdę w postaci słońca i utulę Cię ciepłymi promieniami. Gdy będziesz potrzebowała abym złożył na twoich ustach pocałunek zawieje lekko wietrzykiem i ucałuję twoją twarz. A gdy mnie odwiedzisz (grób) będę tam przy tobie. Zawsze będę przy tobie nawet jeśli mi nie pozwolą. Uśmiechnął się. - Na zawsze ? - Na zawsze Powiedział a ty lekko musnęłaś jego usta. - Dobranoc skarbie… Powiedziałaś a z oczu leciały Ci łzy łza za łzą i kolejna i znów. - Uśmiechnij się do mnie Pokazał rząd białych ząbków a ty zaczęłaś się śmiać. - Dobranoc kocham Cię … trzymaj mnie za rękę do końca dobrze ? Boje się … Pokiwałaś głową a on jeszcze raz musnął twoje usta i powoli zamykał oczy. Wszystko zaczęło pikać jego uśmiech zaczął znikać oczy zamykać. Twoje łzy spływać. Puścił twoją dłoń. Wstałaś z łóżka i poszłaś na balkon który był „w Sali”. Łzy cały czas spływały. - Daj znać jak tam jest Uśmiechnęłaś się a lekki wiaterek otarł twoją twarz. Zaśmiałaś się i zamknęłaś oczy. - Mam nadzieję że dotrzymasz obietnicy… Słońce wyszło z za czarnych chmur i gładziło twoje ciało. Zamknęłaś oczy i usłyszałaś ciche cichuteńkie „obiecałem tak ?” ...



Hazza :]

Hejo, dla Was Hazzuś :*




Jestem [T.I.]. Właśnie ukończyłam kurs na projektantkę mody. Mój chłopak Harry Styles  nie jest z tego powodu zadowolony no ale cóż chce spełnić swoje marzenia. Jutro wyjeżdżam do Francji a tak zapomniałam powiedzieć że zostałam zatrudniona do słynnej gazety „Glamour”. Będę stylistką samej Demi Lovato. Poznałam już jej styl jest w miarę podobny do mojego. Harry gdy się dowiedział nie był zbyt zadowolony:
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Co teraz będziemy się mijać? Nie dość że mnie często nie ma to jeszcze ty? Chcesz zniszczyć nasz związek? – mówił spokojnie Harry
- Nie… Harry wiesz że to nie tak kocham cię i nie chcę z tobą zrywać
-A może to by ci ułatwiło twoją „karierę”
- Tak może to będzie lepsze dla nas obojga. Do widzenia Harry. -  I wyszłam z domu. Nocowałam w hotelu rzeczy miałam spakowane więc nie było problemu zabraniem ich. O 10.00 zamówiłam taxówkę i pojechałam na lotnisk. O 11.30 miałam wylot prywatnym samolotem Glamour. Weszłam do samolotu a tam siedziała już Demi.
-Hej ty jesteś moją projektantką i dziewczyną Harrego ? – Zapytała
- Tak jestem twoją stylistką i BYŁĄ dziewczyna Harrego. - dopowiedziałam
- Byłą ? – zdziwiła się
- Tak nie pasowała mu to że i ja będę sławna
- Ale on nie może zakazywać ci spełniać ci swoich marzeń – powiedziała
- Wiem. Ale trudno chce pokazać mu ze umiem żyć i bez niego. Już za dożo łez przez niego straciłam
- Przepłakałaś całą noc ? – bardziej stwierdziła niż zapytała
- Aż tak to widać ? – zapytałam
- Troszkę- powiedziała i na Tm skończyła się nasza rozmowa.
** dwa dni różniej**
Dziś już 3 sesja dwie poprzednie wyszły bosko. Z Demi kumpluje się coraz bardziej. Myślę że będziemy przyjaciółkami. Po 16.00 skończyłyśmy sesję i poszłyśmy do hotelu pod moimi drzwiami stał Hazza zdziwiło mnie to ale przeszłam obok niego obojętnie i weszłam do pokoju. Po chwili usłyszałam pukanie i ciche szeptanie:
-[T.I.]proszę otwórz – otworzyłam mu i starałam się nie patrzeć mu w oczy . on powiedział :
-[T.I.] nie umiem bez ciebie żyć
- I co myślisz że teraz rzucę ci się w ramiona i powiem że ci wybaczam !
- Wiem że nie będzie łatwo ale chcę odzyskać twoje zaufanie
- Harry to nie jest takie łatwe. Nie mam ochoty cały czas się kłócić a ostatnio tylko tak to wyglądało.
- Wiem poczekam . mam nadzieję że mi wybaczysz
- Harry ale nigdy więcej kłótni ?
- Rzuciłam mu się w ramiona i powiedziałam :
- Tęskniłam
-Kocham cię [T.I.]
- Ja ciebie też Harry
HARRY ZOSTAŁ ZE MNĄ WE FRANCII.JA ROZWIJAŁAM KARIERĘ A MÓJ CHŁOPAK POTEM MĄŻ WIERZYŁ WE MNIE DO KOŃCA.

środa, 19 lutego 2014

Imagin Louis :*

No heeej ;3 Przepraszam Was że tak dawno nie dodawałam imaginów ale no wiecie, szkoła... Dlaczego ją w ogóle wymyślono ?! Powinni za to dostać dożywocie.!!!

Dzisiaj wracam do Was z Louis'em następny może za tydzień :]


>>>>>>>>>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<<<<<<<<<



-Nie.
-Dlaczego?
-Louis nie zrozumiesz.
-Proszę powiedz mi, przyjaciele mówią sobie wszystko.
-Źle się dzisiaj czuję, serio. Przepraszam.
-Jak chcesz, ale ja pójdę na tą imprezę.
-Przecież cię nie zatrzymuję.
-To idę, przyjdę może jutro jak dam radę. To pa (t.i.)!
-Pa, Louis! - opadłam delikatnie na łóżko. Jak długo mogłam go jeszcze oszukiwać? Wiem jedno, że zbyt dużo czasu nie mam. Muszę mu powiedzieć, ale się boję. Boję jego reakcji. Mama ostrzegała mnie, abym nie wyrywała się z tą informacją. Tak ma rację, ale jak zabraknie czasu? Nie, nie mogę mu tego zrobić, ale cholera nie wiem. Jestem taka niezdecydowana. On poszedł na imprezę, ja nie. Dlaczego? Bo, źle się czuje, a moja znienawidzona przyjaciółka ciągle daje mi znać, że jest. Znienawidzona? Można się zastanawiać dlaczego znienawidzona i w ogóle, przyjaciółka?! Może przesadziłam, ale jest strasznie uciążliwa. Tak to moja śmiertelna choroba, o której dowiedziałam się późno. Za późno. Białaczka to nie żarty. Zaczęło się w sumie niewinnie. Po każdym wf miałam sporo siniaków, robiły mi się bez powodu. Louis się śmiał, że jestem niezdarą i to mój bunt przeciwko temu, aby nie ćwiczyć. Na początku nie zwracałam na to uwagi, później było inaczej. Moja skóra momentami była blada jak papier. Aż sama się w pewnym momencie przestraszyłam. Małe ranki, długo się goiły. W pewnym momencie mama wysłała mnie do lekarza. To było jak wyrok. Okazało się, że mam białaczkę ostrą szpikową. Można było się podjąć leczenia, ale szanse są nie wielkie. Więc nawet się nie podjęłam. Nie chciałam moich przyszłych pięciu lat lub i krócej spędzić w szpitalu. Tylko najgorsze jest to, że Louis o tym nic nie wie. Chodzę do szkoły. Staram się, chociaż to i tak wszystko na marne. Skoro został mi maksymalnie rok życia. Nie ćwiczę na wf i staram się, aby zachować czystość. Mój pokój niedawno zmienił się w taką właśnie salę szpitalną. Sterylna, czysta. Teraz? Moim zadaniem jest aby powiedzieć o mojej chorobie Louisowi. Teraz jest na imprezie. Mam jeszcze czas? Możliwe, na razie idę spać. Jestem zmęczona.

*

Leżałam w moim łóżku przez pół dnia, nawet nie miałam siły wstać. Nie chciałam nic jeść. Mój nastrój to była jakaś porażka. Odwróciłam się na drugi bok i zobaczyłam jego. Był skupiony na mnie. Nawet nie usłyszałam, jak wchodził. Zapewne wyglądałam jak chodząca śmierć. Blada, jak ściana. Wory pod oczami, blade usta. I ten bałagan na głowie.
-Wyglądasz, jakbyś była na jakiejś ostrej imprezie. A teraz miała ogromnego kaca.
-Dzięki, Louis ciebie też miło widzieć - powiedziałam słabym głosem.
-Co ci jest? Wyglądasz na bladą. Za bladą. Może powinnaś pójść do lekarza? - powiedział to i przysiadł na skraju mojego łóżka. Przyłożył swoją dłoń do mojego czoła, był lekko przerażony - serio, powinnaś pójść do lekarza!
-Louis to nie ma sensu, codziennie mam taką gorączkę.
-Ale, nie ja nic nie rozumiem.
-Jest wszystko w porządku - uśmiechnęłam się delikatnie. Jednak to go nie przekonało.
-Poczekaj tutaj, idę po twoją mamę - wstał i zanim zdążyłam zareagować już wyszedł z pokoju. Po chwili oboje stali przy moim łóżku, mama podała mi dobrze mi już znany syrop. Nieznosiłam go, ale musiałam jeszcze pożyć. Chociaż nie wiem po co. Łyknęłam odpowiednią porcję. Mama przytuliła mnie i szepnęła:
-Musisz mu powiedzieć - po chwili już nie było jej w pokoju. Zostałam sama z Tomlimsonem. Bałam się.
-Więc? Co masz mi do powiedzenia.
-Boję się - powiedziałam to na głos?! Ugh.. idiotka. Chłopak usiadł koło mnie i przytulił. Tego potrzebowałam, jego wsparcia. Ale jak wyjawiłabym mu prawdę, mógłby mnie zostawić.
-Ej, mała nie płacz. Co się dzieje? - zaczął pocierać dłonią moje plecy.
-Jak ci powiem zostawisz mnie. Albo będziesz ze mną ze współczucia.
-Nie prawda. Nigdybym cię nie zostawił, jesteś moją przyjaciółką.
-Ale to nie ma sensu.
-Proszę - szepnął. Zaczęłam bardziej płakać.
-Mam białaczkę - szepnęłam cicho, tak bardzo cicho, że nie wiem czy mnie usłyszał. Chłopak delikatnie się odsunął.
-Żartujesz? - był zdezorientowany.
-A czy wyglądam jakbym żartowała, a teraz proszę znasz prawdę możesz mnie zostawić! - podniosłam głos, ale to i tak sprawiło mi wielką trudność. Położyłam się w stronę ściany, nie chciałam z nim rozmawiać. Miałam nadzieję, że wyjdzie, on nadal siedział. Nic nie mówił chyba wszystko analizował. Usłyszałam jego cichy głos, łamiący się głos:
-Umrzesz? - odwróciłam się w jego stronę, w oczach miał łzy.
-Zapewne, tak.
-Ale podjęłaś się leczenia?! Jest możliwość, że przeżyjesz?!
-Nie leczę się.
-Co?! - wstał raptownie z łóżka - nie, nie to się na prawdę nie dzieje! Dlaczego?!
-Nie ma sensu, po co mam cierpieć skoro i tak umrę. Nie mam też w sumie dla kogo żyć. To nie ma sensu.
-Jak nie masz dla kogo żyć?! A twoi rodzice?! Siostra?! Ja?! Nie pomyślałaś, że jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu?! Tak masz rację to nie ma sensu - zdenerwowany wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
-Przepraszam - szepnęłam. Chodź i tak wiedziałam, że tego nie usłyszy. Zniszczyłam wszystko. Tak to tylko moja wina. On mnie kochał. Nie wiem już sama czy w sposób przyjacielski czy coś więcej. A ja to wszystko zrujnowałam. Nie ma co, świetnie kończę swoje życie.

*

Poniedziałek, powinnam iść do szkoły. Ale mój stan sprawił, że nie mam siły. Zresztą, po co mam iść i uczyć się. To już na nic mi się przyda. Leżałam tak i się nudziłam, serio jak mam umierać to szybciej. Nie mam już nikogo, no prawie nikogo. Mam rodziców i siostrę, którzy mnie wspierają. Ale brakowało mi Louisa. Zawsze wszystko niszczyłam i teraz zamiast podjąć się leczenia, zaczęłam sama siebie niszczyć. Miałam cichą nadzieję, że on do mnie przyjdzie dzisiaj. Chociaż nie mogłam niczego od niego wymagać. Czekałam, ale się niedoczekałam.

*
Dwa dni później

-Musisz coś jeść.
-Mamo nie chcę. Na prawdę nie jestem głodna.
-Proszę cię - błagała mama.
-Mamo, chodź - powiedziała moja siostra - (t.i.) ma gościa - to Louis?! Moje serce przyśpieszyło,miałam cichą nadzieję.
-Dobrze, ale prosz ci zjedź jedną kanapkę.
-Nie obiecuję - moja rodzicielka wyszła z pokoju. A do pokoju wszedł on. Uśmiechnęłam się delikatnie, on odwzajemnił ten gest. Wtuliłam się bardziej w poduszkę.
-Jak się czujesz? - spytał i przysiadł na krzesełku obok łóżka.
-Dobrze.
-Kłamiesz, wiem kiedy mówisz prawdę, a kiedy mnie oszukujesz - przez jakiś czas udawało mi się ukryć, to że jestem chora - dlaczego nic nie jesz?
-Nie mam apetytu, Louis - przymrużyłam nieco oczy. Byłam zmęczona. Chociaż praktycznie nic nie robiłam - dziękuję, że tu jesteś.
-Jestem tutaj, bo cię kocham. I nie mogę się pogodzić, że cię niedługo stracę.
-Jesteś młody, znajdziesz jeszcze dziewczynę która będzie zdrowa, piękna i będzie na ciebie zasługiwała.
-Ja chcę ciebie - otworzyłam oczy. Znowu płakał.
-Ja umieram. Zostań ze mną.
-Zostanę z tobą do końca - kucnął przy moim łóżku.
-Przytul mnie - to nie była w sumie prośba, tylko błaganie. Uczynił to o co mnie prosił, później delikatnie cmoknął mnie w usta. Tak czułam się szczęśliwa. Miałam przy sobie osobę, którą kochałam. Tyle mi wystarczyło.

*
Trzy dni później

*Louis*

Ona umarła. Zapewniała mnie że mnie nigdy nie opuści. Że będzie nade mną czuwała. Ale i tak to nie ma sensu. Straciłem ją. Nie mogłem pojąć dlaczego nie chciała się leczyć. Nie. To nie ma sensu. Mam nadzieję, że jest już szczęśliwa. Tam na górze, że już nie cierpi. Mam nadzieję.