CZYTASZ=KOMETNUJESZ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
- Pięknie śpiewasz.
- Ty lepiej - i oboje się roześmialiśmy.
- [T.I], proszę, już jestem - oznajmiła moja pani doktor i wskazała dna wnętrze gabinetu.
- No nic. Miło było cię poznać, Zayn.
- Mi ciebie również. I pamiętaj, nie poddawaj się!
- Gdyby to było takie proste... - wyszeptałam do siebie, wjeżdżając do gabinetu.
- Do zobaczenia! - wykrzyczał Zayn, gdy pani doktor zamykała drzwi.
-----
Świetnie dałaś sobie radę! - oznajmiła mi moja rehabilitantka, gdy wyjeżdżałam z tak znienawidzonego przeze mnie pokoju.
- Dziękuję.
Próbowałam sięgnąć po moją kurtkę, ale niestety to już było dla mnie za wiele. Dlaczego ja?! Spróbowałam jeszcze kilka razy, lecz po kilku próbach opadłam z wysiłku. Popatrzyłam na krzesełka i dopiero teraz zauważyłam małą karteczkę na jednym z nich.
Tego się nie spodziewałam. Zwinęłam karteczkę i trzymałam ją w dłoni, aż przyjechała moja mama, wtedy włożyłam ją do kurtki.
-----
Zadzwonić, czy nie? Co znaczy Twój Zayn? - tysiące pytań krążyły mi po głowie, w końcu postanowiłam zadzwonić. Co mi szkodzi? Sam zostawił kartkę z numerem. Sięgnęłam po telefon i wystukałam znany mi już na pamięć numer.
- Halo?
- Yyy..., cześć, Zayn. To ja, [T.I].
- Ooo..., jak miło, że zadzwoniłaś! Co tam u ciebie słychać?
- Po staremu, od wtorku praktycznie nic się nie zmieniło. A co u ciebie?
- U mnie też. Nagrania, próby, wywiady, sesje zdjęciowe i tak w kółko, powoli to staje się nudne.
- Wszystko z biegiem czasu staje się nudne, nawet życie...
- [T.I]?
- Tak?
- Może się spotkamy?
- No nie wiem... - myśl o tym, że jeżdżę na wózku i pełno paparazzi koło nas, nie byłby to najlepszy widok.
- Spokojnie. Podaj mi swój adres, będę za 30 minut.
- Pewny jesteś?
- Jak nigdy!
- No dobrze, więc przyjedź pod ***.
- Ok! To do zobaczenia!
- Pa…
I co ja narobiłam?!
-----
Usłyszałam dzwonek, spokojnie podjechałam pod drzwi. Gwałtownym ruchem je otworzyłam. W drzwiach stał Zayn.
- Witaj, piękna! - przywitał się ze mną chłopak i cmoknął mnie w policzek.
- Cześć, proszę wejdź - wskazałam ręką na głąb mieszkania.
Zamknęłam za Zaynem drzwi i pojechałam do salonu, gdzie poszedł chłopak.
- Ładnie tu masz - uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.
- Dziękuję - odwzajemniłam uśmiech.
- [T.I]?
- Tak? - uśmiechnęłam się samowolnie.
- Nie chcę ci sprawiać przykrości, ale jak to się stało, że... - nie dokończył, ponieważ mu przerwałam.
- Że jeżdżę na wózku? - przytaknął ruchem głowy - siadaj, opowiem ci tę historię.
Chłopak usiadł na fotelu i spojrzał na mnie, jakby chciał mi powiedzieć "Już możesz, będę słuchał".
To było dokładnie 24 lutego 2013. Wracałam z urodzin mojej przyjaciółki. Wchodząc na pasy, nie zauważyłam nadjeżdżającego auta. Zorientowałam się dopiero wtedy, kiedy samochód potrącił mnie. Pamiętam tylko ogromny ból w nogach i krzyki ludzi. Gdy wybudziłam się z dwumiesięcznej śpiączki, powiedzieli mi, że sprawca wypadku uciekł jak tchórz i przez niego teraz nie spełnią się moje marzenia.
- A co było twoim marzeniem? - spytał ostrożnie jakby wypowiedziane przez niego słowa miały mi sprawić ból.
- Chciałam zostać tancerką...
- [T.I]? Domyślasz się, kto to mógł być?
- Wiem tylko, że był to młody mężczyzna.
- Oh, dobrze... No to może, żeby poprawić ci humor obejrzymy jakąś komedię, co?
- Bardzo chętnie – uśmiechnęłam się do niego i wskazałam na półkę z filmami.
- To co moja królowa sobie życzy?
- American Pie
- Uwielbiam tę komedię!
- No to mamy te same gusty - po raz kolejny tego dnia szeroko się do niego uśmiechnęłam.
-----
- Cześć, zobacz, co mam! – Krzyknął mi Zayn na powitanie.
- No nie wiem! Pokaż mi, bo zaraz ci to wyrwę.
- Masz, otwórz! – podał mi pudełko, z którego wydobywały się piski. Z ciekawością je otwierałam. Moim oczom ukazał się prześliczny piesek. Jego złota sierść odbijała się w słońcu. Miał piękne czarne oczka, które tak cudownie świeciły. W moich oczach pojawiły się łzy szczęścia.
- I co? - spytał mnie chłopak, patrząc mi głęboko w oczy, widziałam w nich cierpienie. Nie to nie możliwe, przecież chłopak o tak dużym sercu nie może cierpieć...
- Dziękuje ci bardzo, Zayn! Zawsze o takim marzyłam! Skąd wiedziałeś? - uśmiechnęłam się do niego i znowu nasze spojrzenia się spotkały.
- A no wiesz..., przyznam, że trochę pomogła mi twoja mama.
- Ach, ona. Wszystko wygada!
- Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę.
- Wow, Zayn, nie przesadzasz?!
- Wiedz, że dla ciebie zrobię wszystko - w tej chwili sięgnął po moją kurtkę - ubieraj się, jedziemy.
- Ale jak to? Dokąd?
- Mówiłem już, niespodzianka - uśmiechnął się do mnie i złapał mój wózek za rączki, prowadząc go ku drzwiom.
-----
Zatrzymaliśmy się koło wielkiego budynku. Zayn, jak gdyby nigdy nic, zaprowadził mnie do wielkiej sali. Na środku była scena. Rozglądałam się po tym pokoju z nie dowierzaniem. Właśnie to miejsce tak wiele razy mi się śniło. Nawet się nie zorientowałam się, kiedy znalazłam się na scenie razem z Zaynem. W tle zaczęła grać muzyka, ta sama, co w śnie. Nieprawdopodobne - pomyślałam.
- Zamknij oczy i wyobraź sobie, że tańczysz... - wyszeptał mi chłopak do ucha. Zrobiłam to, co kazał. Zayn prowadził mój wózek w rytm muzyki. Zwracały wspomnienia...
Sala pełna ludzi. Wszyscy z fascynacją patrzą na dziewczynę na scenie. Tą dziewczyną jestem ja. Moje małe stopy przesuwają się po drewnianej podłodze. Jestem coraz bardziej pewna siebie. Moje ruchy stają się piękniejsze i delikatniejsze. Po chwili oddaję się muzyce i emocjom, które we mnie buzują. Wyskok i upadek. Piruet, obrót i jeszcze raz wyskok. Tak dobrze znam ten układ, a jednak za każdym razem, kiedy go tańczę, czuję coś pięknego. Coś, czego nie mogę opisać. Ostatni wyskok i już czuję zimną podłogę, która w tym momencie nie miała znaczenia. Reflektory gasną. Kurtyna powoli opada, aż w końcu dotknęła ziemi. Słychać jest brawa widowni i ich zachwyt z pokazanej sztuki. Wychodzę za kurtynę i kłaniam się do ludzi. Czuję się spełniona.
- Dziękuję... Tylko dlaczego to robisz? - spytałam Zayna, gdy wracaliśmy do mojego domu.
- Chyba czas ci to powiedzieć... Pamiętasz, jak spytałem cię, dlaczego jeździsz na wózku? Ty wtedy opowiedziałaś mi tę historię... Mam poczucie winy ponieważ...
- Dokończysz?
- Ponieważ to ja cię wtedy potrąciłem. Czuję się podle, że wtedy odjechałem. Gdyby nie moje tchórzostwo, teraz byś chodziła, tańczyła... Postanowiłem umilić ci ten czas, kiedy jesteś na wózku. Wierzę w ciebie, słyszysz? Wierzę! Dasz radę, jesteś silna, będziesz chodzić. Jesteś już tak blisko. Najgorsze lub najlepsze w tym wszystkim jest to, że cię kocham... Wiem, że teraz mnie nie chcesz znać... Zresztą w twojej sytuacji bym się ze mną już nie zadawał...
Zamurowało mnie. Czyli to wtedy Zayn mnie potrącił?! Tysiące myśli krążyły mi po głowie. Nie wierzę! Zayn kłamie! On nigdy by nie uciekł! Nie on...
- Zayn? - spytałam ze łzami w oczach.
- Tak?
- Wybaczam ci, ponieważ też cię kocham...
Chłopak gwałtownie zahamował. Obydwoje polecieliśmy ostro w przód.
- Naprawdę?
- Tak, Zayn. Kocham cię!
- Nigdy nie myślałem, że tak to się skończy - mówił, dławiąc się łzami...
- Pocałuj mnie... - wyszeptałam i poczułam ciepły oddech chłopaka na twarzy. Nasze usta się złączyły. Pocałunek był delikatny, ale namiętny. Pasowaliśmy do siebie idealnie...
Sala pełna ludzi. Wszyscy z
fascynacją patrzą na dziewczynę na scenie. Tą dziewczyną jestem ja. Moje małe
stopy przesuwają się po drewnianej podłodze. Jestem coraz bardziej pewna
siebie. Moje ruchy stają się piękniejsze i delikatniejsze. Po chwili oddaję się
muzyce i emocjom, które we mnie buzują. Wyskok i upadek. Piruet, obrót i
jeszcze raz wyskok. Tak dobrze znam ten układ, a jednak za każdym razem, kiedy
go tańczę, czuję coś pięknego. Coś, czego nie mogę opisać. Ostatni wyskok i już
czuję zimną podłogę, która w tym momencie nie miała znaczenia. Reflektory
gasną. Kurtyna powoli opada, aż w końcu dotknęła ziemi. Słychać jest brawa
widowni i ich zachwyt z pokazanej sztuki. Wychodzę za kurtynę i kłaniam się do
ludzi. Czuję się spełniona.
Dźwięk podjeżdżającego samochodu pod dom wyrwał mnie z krainy fantazji. Znowu to samo. Moje największe marznie, które posiadam w moim sercu nigdy się nie spełni. Wszystko przez ten cholerny wypadek.
- [T.I], musimy jechać, bo spóźnisz się na rehabilitację!
- Nic nie musimy! Nie jadę! Nie chcę, rozumiesz?! Mam ochotę się zabić! Moje życie straciło jakikolwiek sens!
- [T.I], nie mów tak. Pamiętasz, co mówił doktor? Jest duża szansa, że znów będziesz chodzić.
- Nieprawda! Już nigdy nie stanę, nie będę chodzić i już nigdy nie będę tańczyć!
- Proszę, [T.I]. Zrób to dla mnie.
- Ale ja nie chcę!
- Ciii… - w tym momencie mama objęła mnie i mocno przytuliła.
- Mamo, ja się boję.
- [T.I], wiesz przecież, że jestem z Tobą.
- Dobrze, ale robię to tylko dla ciebie.
- Dziękuje, kochanie…
-----
- Postaraj się zgiąć nogę, [T.I].
- Aaa! - krzyknęłam z bólu. Ile kosztuje mnie ten cholerny wypadek. Tyle bólu i fizycznego, i psychicznego. Cała spocona i zmęczona usiadłam na mój wózek. Dlaczego to spotkało właśnie mnie? Dlaczego? Co ja takiego zrobiłam?
-----
Siedziałam w ogrodzie, wpatrując się w zachodzące słońce. Słychać było śpiewy ptaków. One są wolne, pełne życia. Też chciałabym taka być. Coraz częściej myślę o tym, czy spotkam chłopaka, który pokocha mnie z moim kalectwem. Na pewno nie. Tacy już nie istnieją.
- Kochanie, idziemy. Jutro czeka Cię męczący dzień.
- Każdy dzień jest męczący…
-----
Czekałam na moją rehabilitantkę, pod nosem nuciłam piosenkę. Szczególną piosenkę, bo moją ulubioną.
- Skąd znam tę melodię, co?
- Odwróciłam się w stronę głosu. Moim oczom ukazał się wysoki brunet z ciemną karnacją i pięknymi czekoladowymi oczami.
- Może dlatego, że sam ją śpiewasz? - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie.
- Wiesz, że możliwe - uśmiechnął się szeroko - pośpiewamy razem?
- To, że jeżdżę na wózku nie znaczy, że musisz się nade mną użalać.
- No to co, że jeździsz? Jesteś przecież normalnym człowiekiem - tu mnie zatkało, uważa mnie za normalnego człowieka?!
- Jak to normalnym człowiekiem?
- No tak po prostu. To co, pośpiewamy?
- W sumie czemu nie.
Dźwięk podjeżdżającego samochodu pod dom wyrwał mnie z krainy fantazji. Znowu to samo. Moje największe marznie, które posiadam w moim sercu nigdy się nie spełni. Wszystko przez ten cholerny wypadek.
- [T.I], musimy jechać, bo spóźnisz się na rehabilitację!
- Nic nie musimy! Nie jadę! Nie chcę, rozumiesz?! Mam ochotę się zabić! Moje życie straciło jakikolwiek sens!
- [T.I], nie mów tak. Pamiętasz, co mówił doktor? Jest duża szansa, że znów będziesz chodzić.
- Nieprawda! Już nigdy nie stanę, nie będę chodzić i już nigdy nie będę tańczyć!
- Proszę, [T.I]. Zrób to dla mnie.
- Ale ja nie chcę!
- Ciii… - w tym momencie mama objęła mnie i mocno przytuliła.
- Mamo, ja się boję.
- [T.I], wiesz przecież, że jestem z Tobą.
- Dobrze, ale robię to tylko dla ciebie.
- Dziękuje, kochanie…
-----
- Postaraj się zgiąć nogę, [T.I].
- Aaa! - krzyknęłam z bólu. Ile kosztuje mnie ten cholerny wypadek. Tyle bólu i fizycznego, i psychicznego. Cała spocona i zmęczona usiadłam na mój wózek. Dlaczego to spotkało właśnie mnie? Dlaczego? Co ja takiego zrobiłam?
-----
Siedziałam w ogrodzie, wpatrując się w zachodzące słońce. Słychać było śpiewy ptaków. One są wolne, pełne życia. Też chciałabym taka być. Coraz częściej myślę o tym, czy spotkam chłopaka, który pokocha mnie z moim kalectwem. Na pewno nie. Tacy już nie istnieją.
- Kochanie, idziemy. Jutro czeka Cię męczący dzień.
- Każdy dzień jest męczący…
-----
Czekałam na moją rehabilitantkę, pod nosem nuciłam piosenkę. Szczególną piosenkę, bo moją ulubioną.
- Skąd znam tę melodię, co?
- Odwróciłam się w stronę głosu. Moim oczom ukazał się wysoki brunet z ciemną karnacją i pięknymi czekoladowymi oczami.
- Może dlatego, że sam ją śpiewasz? - uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie.
- Wiesz, że możliwe - uśmiechnął się szeroko - pośpiewamy razem?
- To, że jeżdżę na wózku nie znaczy, że musisz się nade mną użalać.
- No to co, że jeździsz? Jesteś przecież normalnym człowiekiem - tu mnie zatkało, uważa mnie za normalnego człowieka?!
- Jak to normalnym człowiekiem?
- No tak po prostu. To co, pośpiewamy?
- W sumie czemu nie.
Shut the door
Turn the light off
I wanna be with you
I wanna feel your love
I wanna lay beside you
I can not hide this even though I try
Heart beats harder
Time escapes me
Trembling hands touch skin
It makes this harder
And the tears stream down my face
If we
could only have this life for one more day
If we could only turn back time
You know I'll be
Your life, your voice your
reason to be
My love, my heart
Is breathing for this
Moment in time
I'll find the words to say
Before
you leave me today
- Pięknie śpiewasz.
- Ty lepiej - i oboje się roześmialiśmy.
- [T.I], proszę, już jestem - oznajmiła moja pani doktor i wskazała dna wnętrze gabinetu.
- No nic. Miło było cię poznać, Zayn.
- Mi ciebie również. I pamiętaj, nie poddawaj się!
- Gdyby to było takie proste... - wyszeptałam do siebie, wjeżdżając do gabinetu.
- Do zobaczenia! - wykrzyczał Zayn, gdy pani doktor zamykała drzwi.
-----
Świetnie dałaś sobie radę! - oznajmiła mi moja rehabilitantka, gdy wyjeżdżałam z tak znienawidzonego przeze mnie pokoju.
- Dziękuję.
Próbowałam sięgnąć po moją kurtkę, ale niestety to już było dla mnie za wiele. Dlaczego ja?! Spróbowałam jeszcze kilka razy, lecz po kilku próbach opadłam z wysiłku. Popatrzyłam na krzesełka i dopiero teraz zauważyłam małą karteczkę na jednym z nich.
Proszę,
zadzwoń ********* Twój Zayn.
Tego się nie spodziewałam. Zwinęłam karteczkę i trzymałam ją w dłoni, aż przyjechała moja mama, wtedy włożyłam ją do kurtki.
-----
Zadzwonić, czy nie? Co znaczy Twój Zayn? - tysiące pytań krążyły mi po głowie, w końcu postanowiłam zadzwonić. Co mi szkodzi? Sam zostawił kartkę z numerem. Sięgnęłam po telefon i wystukałam znany mi już na pamięć numer.
- Halo?
- Yyy..., cześć, Zayn. To ja, [T.I].
- Ooo..., jak miło, że zadzwoniłaś! Co tam u ciebie słychać?
- Po staremu, od wtorku praktycznie nic się nie zmieniło. A co u ciebie?
- U mnie też. Nagrania, próby, wywiady, sesje zdjęciowe i tak w kółko, powoli to staje się nudne.
- Wszystko z biegiem czasu staje się nudne, nawet życie...
- [T.I]?
- Tak?
- Może się spotkamy?
- No nie wiem... - myśl o tym, że jeżdżę na wózku i pełno paparazzi koło nas, nie byłby to najlepszy widok.
- Spokojnie. Podaj mi swój adres, będę za 30 minut.
- Pewny jesteś?
- Jak nigdy!
- No dobrze, więc przyjedź pod ***.
- Ok! To do zobaczenia!
- Pa…
I co ja narobiłam?!
-----
Usłyszałam dzwonek, spokojnie podjechałam pod drzwi. Gwałtownym ruchem je otworzyłam. W drzwiach stał Zayn.
- Witaj, piękna! - przywitał się ze mną chłopak i cmoknął mnie w policzek.
- Cześć, proszę wejdź - wskazałam ręką na głąb mieszkania.
Zamknęłam za Zaynem drzwi i pojechałam do salonu, gdzie poszedł chłopak.
- Ładnie tu masz - uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.
- Dziękuję - odwzajemniłam uśmiech.
- [T.I]?
- Tak? - uśmiechnęłam się samowolnie.
- Nie chcę ci sprawiać przykrości, ale jak to się stało, że... - nie dokończył, ponieważ mu przerwałam.
- Że jeżdżę na wózku? - przytaknął ruchem głowy - siadaj, opowiem ci tę historię.
Chłopak usiadł na fotelu i spojrzał na mnie, jakby chciał mi powiedzieć "Już możesz, będę słuchał".
To było dokładnie 24 lutego 2013. Wracałam z urodzin mojej przyjaciółki. Wchodząc na pasy, nie zauważyłam nadjeżdżającego auta. Zorientowałam się dopiero wtedy, kiedy samochód potrącił mnie. Pamiętam tylko ogromny ból w nogach i krzyki ludzi. Gdy wybudziłam się z dwumiesięcznej śpiączki, powiedzieli mi, że sprawca wypadku uciekł jak tchórz i przez niego teraz nie spełnią się moje marzenia.
- A co było twoim marzeniem? - spytał ostrożnie jakby wypowiedziane przez niego słowa miały mi sprawić ból.
- Chciałam zostać tancerką...
- [T.I]? Domyślasz się, kto to mógł być?
- Wiem tylko, że był to młody mężczyzna.
- Oh, dobrze... No to może, żeby poprawić ci humor obejrzymy jakąś komedię, co?
- Bardzo chętnie – uśmiechnęłam się do niego i wskazałam na półkę z filmami.
- To co moja królowa sobie życzy?
- American Pie
- Uwielbiam tę komedię!
- No to mamy te same gusty - po raz kolejny tego dnia szeroko się do niego uśmiechnęłam.
-----
- Cześć, zobacz, co mam! – Krzyknął mi Zayn na powitanie.
- No nie wiem! Pokaż mi, bo zaraz ci to wyrwę.
- Masz, otwórz! – podał mi pudełko, z którego wydobywały się piski. Z ciekawością je otwierałam. Moim oczom ukazał się prześliczny piesek. Jego złota sierść odbijała się w słońcu. Miał piękne czarne oczka, które tak cudownie świeciły. W moich oczach pojawiły się łzy szczęścia.
- I co? - spytał mnie chłopak, patrząc mi głęboko w oczy, widziałam w nich cierpienie. Nie to nie możliwe, przecież chłopak o tak dużym sercu nie może cierpieć...
- Dziękuje ci bardzo, Zayn! Zawsze o takim marzyłam! Skąd wiedziałeś? - uśmiechnęłam się do niego i znowu nasze spojrzenia się spotkały.
- A no wiesz..., przyznam, że trochę pomogła mi twoja mama.
- Ach, ona. Wszystko wygada!
- Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę.
- Wow, Zayn, nie przesadzasz?!
- Wiedz, że dla ciebie zrobię wszystko - w tej chwili sięgnął po moją kurtkę - ubieraj się, jedziemy.
- Ale jak to? Dokąd?
- Mówiłem już, niespodzianka - uśmiechnął się do mnie i złapał mój wózek za rączki, prowadząc go ku drzwiom.
-----
Zatrzymaliśmy się koło wielkiego budynku. Zayn, jak gdyby nigdy nic, zaprowadził mnie do wielkiej sali. Na środku była scena. Rozglądałam się po tym pokoju z nie dowierzaniem. Właśnie to miejsce tak wiele razy mi się śniło. Nawet się nie zorientowałam się, kiedy znalazłam się na scenie razem z Zaynem. W tle zaczęła grać muzyka, ta sama, co w śnie. Nieprawdopodobne - pomyślałam.
- Zamknij oczy i wyobraź sobie, że tańczysz... - wyszeptał mi chłopak do ucha. Zrobiłam to, co kazał. Zayn prowadził mój wózek w rytm muzyki. Zwracały wspomnienia...
Sala pełna ludzi. Wszyscy z fascynacją patrzą na dziewczynę na scenie. Tą dziewczyną jestem ja. Moje małe stopy przesuwają się po drewnianej podłodze. Jestem coraz bardziej pewna siebie. Moje ruchy stają się piękniejsze i delikatniejsze. Po chwili oddaję się muzyce i emocjom, które we mnie buzują. Wyskok i upadek. Piruet, obrót i jeszcze raz wyskok. Tak dobrze znam ten układ, a jednak za każdym razem, kiedy go tańczę, czuję coś pięknego. Coś, czego nie mogę opisać. Ostatni wyskok i już czuję zimną podłogę, która w tym momencie nie miała znaczenia. Reflektory gasną. Kurtyna powoli opada, aż w końcu dotknęła ziemi. Słychać jest brawa widowni i ich zachwyt z pokazanej sztuki. Wychodzę za kurtynę i kłaniam się do ludzi. Czuję się spełniona.
- Dziękuję... Tylko dlaczego to robisz? - spytałam Zayna, gdy wracaliśmy do mojego domu.
- Chyba czas ci to powiedzieć... Pamiętasz, jak spytałem cię, dlaczego jeździsz na wózku? Ty wtedy opowiedziałaś mi tę historię... Mam poczucie winy ponieważ...
- Dokończysz?
- Ponieważ to ja cię wtedy potrąciłem. Czuję się podle, że wtedy odjechałem. Gdyby nie moje tchórzostwo, teraz byś chodziła, tańczyła... Postanowiłem umilić ci ten czas, kiedy jesteś na wózku. Wierzę w ciebie, słyszysz? Wierzę! Dasz radę, jesteś silna, będziesz chodzić. Jesteś już tak blisko. Najgorsze lub najlepsze w tym wszystkim jest to, że cię kocham... Wiem, że teraz mnie nie chcesz znać... Zresztą w twojej sytuacji bym się ze mną już nie zadawał...
Zamurowało mnie. Czyli to wtedy Zayn mnie potrącił?! Tysiące myśli krążyły mi po głowie. Nie wierzę! Zayn kłamie! On nigdy by nie uciekł! Nie on...
- Zayn? - spytałam ze łzami w oczach.
- Tak?
- Wybaczam ci, ponieważ też cię kocham...
Chłopak gwałtownie zahamował. Obydwoje polecieliśmy ostro w przód.
- Naprawdę?
- Tak, Zayn. Kocham cię!
- Nigdy nie myślałem, że tak to się skończy - mówił, dławiąc się łzami...
- Pocałuj mnie... - wyszeptałam i poczułam ciepły oddech chłopaka na twarzy. Nasze usta się złączyły. Pocałunek był delikatny, ale namiętny. Pasowaliśmy do siebie idealnie...
Miesiąc
później
- Dasz radę!
Jeszcze tylko jeden krok, proszę! – błagalnie prosił Zayn, gdy stawiałam
pierwsze kroki z kulami. Dał mi naprawdę wielkie wsparcie, był ze mną
codziennie. Już dawno zapomniałam, że to on mnie potrącił. Ważne, że mnie nie
zostawił, że mnie kocha...
- Brawo, kochanie! Mówiłem, że dasz radę! Jestem z ciebie dumny!
- Brawo, kochanie! Mówiłem, że dasz radę! Jestem z ciebie dumny!